Wyzwanie: joga

Brak tagów 9 komentarzy

Tydzień temu uległam modzie i podobnie jak większość otaczających mnie osób, zrobiłam postanowienie noworoczne: codziennie do końca stycznia ćwiczyć jogę.
Skoro, wcześniej ćwiczyłam ok. 4-5 razy w tygodniu (joga lub pilates), nie spodziewałam się, że będzie to dla mnie większym wyzwaniem. Teraz, kiedy minęło 8 dni codziennych treningów i dopadł mnie lekki kryzys, czas na pierwsze podsumowanie.

Eryn Lorcher Fitness Model Portfolio Shoot #1 2009

Dlaczego zdecydowałam się na taką deklarację wobec samej siebie? Przyczyny są trzy.

Po pierwsze, zawsze kiedy słyszałam jak ktoś mówił, że ćwiczy codziennie, bardzo mu zazdrościłam i podziwiałam jego wytrwałość. Ale czemu mam zazdrościć komuś, czegoś co mogę sama zrobić?
Oczywiście, zawsze miałam milion wymówek, że późno wracam do domu, że mam dużo innych zajęć, że lubię ćwiczyć kiedy jestem sama w mieszkaniu, a takie momenty zdarzają się rzadko..i tak dalej i tak dalej. Jednak, jedyną rzeczą która mnie tak na prawdę powstrzymywała było moje własne lenistwo :)

Po drugie, chodzenie na zajęcia jogi to jedno, ale joga to przede wszystkim własna praktyka. Dlatego, chociaż bardzo lubię zajęcia grupowe i motywuje mnie wysiłek innych osób i instruktor, postanowiłam sama zostać swoim instruktorem. Oczywiście, można polegać na innych i z nich czerpać motywację i siłę, ale w pewnym momencie poczułam, że chcę sama wziąć odpowiedzialność za swoją praktykę i rozwój.

W końcu, po trzecie, początek roku to dla mnie zawsze dosyć przygnębiający czas. W tym roku nie było inaczej. Styczeń zaczęłam w dosyć ponurym nastroju, a wszystko co wcześniej widziałam w optymistyczny sposób, nagle zaczęło mnie przygnębiać i nie czułam sensu swoich działań. Poczułam, że w tej sytuacji, zamiast leżeć na kanapie i roztrząsać swój marny los, lepiej będzie jak zajmę się czymś konkretnym, a najlepiej jakąś aktywnością fizyczną, która mnie zmęczy i nie pozwoli się nad sobą rozczulać.

Co postanowiłam? Trening codziennie, niezależnie od ilości obowiązków. Nie brakuje mi ich w styczniu zwłaszcza, że prowadzę w ramach zastępstwa zajęcia za moją Nauczycielkę, w związku z tym nie stawiałam sobie za cel jakiegoś długiego treningu. Jeśli zupełnie nie miałabym czasu, wystarczy zaledwie kilka pozycji, np. 10 Powitań Słońca.

joga_powitanie_slonca

Powitanie Słońca A. Takie robię codziennie.
Zdjęcie pochodzi z TEJ strony.

Jak wyglądał pierwszy tydzień

Niedziela (12 stycznia): zajęcia grupowe w Yoga Republic (bardzo fajne miejsce! Polecam). Łagodna, regeneracyjna joga.
Poniedziałek: praktyka w domu. Miałam zrobić 10 Powitań Słońca, a kończy się na co najmniej 20tu + pozycje stojące, skręty, wygięcia do tyłu i intensywne rozciąganie nóg. W sumie 1,5 h…pomimo natłoku obowiązków ;) W sumie przyjemniej ćwiczyć niż wieszać pranie, prawda ;) ?
Wtorek: po pracy ok. 1 h: Powitania Słońca + rozciąganie nóg. Wieczorem 1h prowadzenia zajęć (pilates).
Środa: wracam do domu późno, ale znajduję czas na ponad godzinny trening.
Czwartek: ok. 40 minut po pracy, a następnie ponad 1h prowadzenia zajęć – pilates&łagodna joga.
Piątek: zajęcia grupowe w YR
Sobota: zajęcia w YR, niby początkujące, ale bardzo intensywne. Grupa sapała, a osoby które były pierwszy raz wymiękały. Nie dziwię się, też bym wymiękła, gdyby to były jedne z moich pierwszych zajęć!
Niedziela: dłuuugi spacer po lesie, a po nim pierwsze oznaki kryzysu. Ból gardła, głowy, “łamanie” w kościach. Czułam się chora, ale zaczęłam od lekkiego rozciągania, a następnie jakoś tak zupełnie niezamierzenie przeszłam do Powitań Słońca ;) Wyszedł z tego godzinny trening, przy czym najtrudniejsze asany pozwoliłam sobie wykonać w łatwiejszych wersjach (no dobrze niektóre lubię w tych trudniejszych..).
Poniedziałek (dzisiaj): kryzys lekko minął, chociaż w gardle nadal coś siedzi. Wyszedł mi standardowy, prawie 1,5 godzinny trening. Tyle tylko, że na końcu leżąc w tzw. pozycji trupa (po prostu leżenie z prostymi nogami), zasnęłam ;)

Efekty

Co zauważyłam po tym tygodniu? Wzmocnienie ramion, pozycja kija i deski nie stanowią większego problemu, a na sobotnich zajęciach nie opuściłam ich w żadnej sesji.
Rozciągnięcie tyłów nóg (tzw. grupa mięśni kulszowo-goleniowych) – baardzo duża różnica. W końcu, w psie z głową do dołu, postawiłam pięty na ziemi i w pełni wyprostowałam nogi. To plus wzmocnienie ramion spowodowało, że nareszcie mogę docenić pozycję psa ;)
Poza tym zauważyłam, że treningi w domu, w żaden sposób nie zaburzają mojego planu dnia, a w zasadzie nigdy nie udało mi się zejść poniżej 1 h.
Z mniej przyjemnych rzeczy, odczuwam lekkie napięcie w barkach i ramionach, dlatego na razie nie będę zwiększała ilości i intensywności ćwiczeń, które je obciążają (kij, deska).

Kryzys

Nie zapeszając, powoli przemija. Myślę, że był spowodowany intensywnością sobotnich zajęć, zmęczeniem po całym tygodniu oraz zmianą pogody. Planuję na razie nie intensyfikować treningów, aż poczuję że osłabienie zupełnie minęło.

Z przyjemnością będę kontynuowała swój plan. Na razie zamiast przeszkadzać i męczyć, co raz bardziej mi się to podoba :) I jeśli jakaś poważniejsza choroba nie pokrzyżuje mi planów nie mam zamiaru przestawać :)

9 Komentarzy:



  • poczujsielepiej 24 Jan 2014

    A dzien na rest kiedy ? :P Umowmy sie do YR kiedys! Ja na regeneracje b chetnie do Marty pojde :)

    • Paulina Sowa 24 Jan 2014

      Bardzo chętnie :) A Ty kiedy chodzisz?
      Dzień na rest wypada dziś. Jestem przeziębiona i ciało powiedziało mi dość. Przy siódmym powitaniu słońca mnie zemdliło – czyli rest został wymuszony ;)

  • Small Sapphire 24 Jan 2014

    Tak to jest, że jak się wpadnie w ten tryb to czas się zawsze znajdzie ;)

  • poczujsielepiej 25 Jan 2014

    Napisze Ci maila jutro, o :) Tymczasem zdrowiej!

  • Podsumowanie jogowego wyzwania | Dobry Ruch 23 Feb 2014

    […] aby podsumować moje noworoczne wyzwanie jogowe minął już jakiś czas temu…a dokładniej z końcem stycznia. W połowie stycznia za cel […]

  • Monika Turemka 24 Mar 2014

    Joga jest ze mną od kilkunastu lat ale codzienne jej ćwiczenie zacżęłam od kilku tygodni. Mam nadzieję, że ty kontynuujesz swoja przygodę z jogą. Pozdrawiam i życzę dużo radości !!!

    • Paulina Sowa 25 Mar 2014

      Oj! To już długo :) Ja nie mam takiego stażu z jogą, ale kontynuuję z przyjemnością! Tobie też wszystkiego dobrego:))
      Byłam u Ciebie i bardzo mi się podoba! :)

Zostaw komentarz