Weekend w Austrii i mój pierwszy lot na paralotni

Brak tagów 4 komentarzy

Czerwiec przyniósł więcej atrakcji niż się spodziewałam, a weekendowy wyjazd do Austrii był jedną z nich.
Pojechaliśmy we czwórkę. Troje paralotniarzy i ja – “nielot”, więc cel podróży był jeden – latać jak najwięcej, jak najdalej i jak najwyżej. Ja miałam zamiar cieszyć się widokami, zobaczyć nowe miejsce, zrelaksować się nad jeziorem przy kempingu i być może coś więcej…

Po 12godzinnej podróży dotarliśmy na miejsce, na kemping Fliegercamp w Greifenburgu. Kemping znajduje się w Dolinie Drau w południowej części Austrii. To miejsce, gdzie widoki zapierają dech w piersiach. Rano, po przebudzeniu wystarczy wychylić głowę z namiotu, żeby przywitały nas ośnieżone szczyty Alp.
Z informacji bardziej przyziemnych – Fliegercamp to bardzo przyjemne i czyste miejsce. Nietrudno o zacienione miejsca na namiot, alejki są kameralne, a sanitariaty czyste i zawsze puste (a woda – nie do wiary – ciepła!).

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Jezioro_1

Tutaj wszystko zorganizowane jest z myślą o paralotniarzach/lotniarzach. Busiki kursujące na Emberger Alm, gdzie znajduje się startowisko, mają na dachach miejsce na lotnie ;)
Osoby towarzyszące też, nie będą się tu nudziły. Od biedy już na samym kempingu, można się zrelaksować i w leniwe popołudnie popodziwiać niebo, aż rojące się od lotni, paralotni, a nawet szybowców. Ja zaopatrzyłam się w lornetkę i znad brzegu jeziora znajdującego się obok kempingu śledziłam poczynania znajomych w powietrzu…ale to już ostatniego dnia, kiedy miałam ochotę trochę się polenić.

Jako, osoba nielatająca dosyć często byłam zagajana, nagabywana, zachęcana, motywowana, poganiana, abym spróbowała polecieć ;) Jednak, jak do tej pory okoliczności nigdy nie były zadowalające. A to silna presja otoczenia, a to brak tandemu (skrzydło + uprząż do latania z pasażerem), a to tłum napalonych pasażerów i długa kolejka do liny (wyciągającej paralotnie na nizinach, gdzie z braku przewyższeń nie można startować ze zboczy gór).. więc, jakoś nigdy się nie składało. Myślę, że otoczenie z czasem straciło nadzieję i lekko mi odpuściło ;)
Tymczasem w Greifenburgu był Michał, który miał ze sobą skrzydło i uprząż do lotów tandemowych. Były też niesamowite widoki. I były, w niedzielny poranek, warunki na tyle dobre, żeby spokojnie startować, a na tyle nieciekawe dla pilotów, aby nie zanosiło się na pokonywanie jakiś wielkich odległości, więc lot z pasażerem nie był marnowaniem czasu. No i miałam przy sobie odpowiednie buty – wiązane, usztywniające kostkę… I nie, nie był to zbieg okoliczności.. Takich butów nie zabiera się ze sobą na weekendowy wyjazd, kiedy prognozy pogody przewidują 30 stopni Celsjusza. Wszystko wskazywało na to, że moment jest sprzyjający.

Przed lotem wysłuchałam jeszcze ostrzeżeń, co może się wydarzyć jeśli nie będę postępowała zgodnie z instrukcjami. Szczególnie urzekła mnie historia profesora, który zamiast biec w dół zbocza przy starcie, usiłował za wcześnie wskoczyć do uprzęży, w wyniku czego pomknął na brzuchu w dół stoku, wioząc na grzbiecie swojego pilota, niczym koń (o TU możecie sobie zobaczyć jak to wyglądało). Tego za wszelka cenę chciałam uniknąć ;)
Potem już, tylko krótki instruktaż i…zadziwiająco spokojny start.

Czułam się jakby wszystko było dokładnie tak, jak powinno :) Może zawiodę osoby, które chciałyby przeczytać jak to jest unosić się na wysokości 1727 m.n.p.m. (wysokość startu), ale niestety nie umiem tego opisać… Chwilę po równie gładkim jak start, lądowaniu w ogóle nie byłam w stanie odtworzyć w pamięci całego lotu. Przed oczami miałam tylko zapierające dech w piersiach krajobrazy, uczucie wznoszenia się i opadania, wiatr i mnóstwo przestrzeni. I uczucie, że jeszcze kiedyś tam wrócę ;)

Mogę tylko powiedzieć, że cieszę się że to zrobiłam, że padło na Austrię i, że moim pilotem był Michał :) Gdybyście chcieli polatać w tandemie – to bardzo, ale to bardzo polecam Loty Tandemowe :) I dziękuję Michałowi i Kasi :)
I obowiązkowo dziękuję R, za wsparcie, zrozumienie i cierpliwość. Ty dokładnie wiesz, jak ze mną postępować, aby zachęcić mnie do zrobienia czegoś, czego się obawiam :)

A tak to wyglądało…

Tandem_1

4 Komentarzy:



  • Karolina 03 Jul 2014

    Mój chłopak bardzo intensywnie myśli o zrobieniu kursu na paralotnię. W tym roku już raczej nie zdąży, bo za dużo planów ma, ale może w przyszłym roku. Piękne widoki :)

  • Rafał 03 Jul 2014

    Nie ma co się zastanawiać. Trzeba działać. Jak się spręży to zdąży spokojnie jeszcze w tym roku. W zależności od pogody powinno wystarczyć parę tygodni na pełny kurs. Ja robiłem kurs w szkole Cloudbase z Warszawy. (http://cloudbase.pl/). O wszystko pytajcie Marka Mastalerza. Namiary macie w dziale Kontakt. Powodzenia!

  • Agnieszka 04 Jul 2014

    Jak pięknie, zazdroszczę! A z tego filmiku z profesorem uśmiałam się do łez :D

    • Paulina Sowa 04 Jul 2014

      Jak mi opowiadali przed lotem o profesorze, to dostałam ataku nerwowego chichotu i już widziałam siebie wiozącą na grzbiecie Michała ;)

Zostaw komentarz