W co się ubrać na matę – recenzja legginsów Onzie

Brak tagów 6 komentarzy

Do tej pory moje podejście do ubrań sportowych było raczej ascetyczne. Wyznaję zasadę, że to nie ubranie ćwiczy i żadne profesjonalne stroje nie są mi potrzebne. Jednak ostatnio wpadły mi w oko pewne legginsy, dla których postanowiłam złamać swoje żelazne zasady.
Czy było warto i czy jestem zadowolona z nowych legginsów możecie przeczytać w dzisiejszym wpisie.

SONY DSC

Zazwyczaj kupowałam legginsy w C&A, czy innym H&M za 29,90 zł i w zupełności mi wystarczały. Nie powiem, żeby takie spodnie były bardzo komfortowe. Zbyt łatwo się rozciągały i w rezultacie bez przerwy zjeżdżały z pupy, a przy tym zawsze miały za długie nogawki i robiły się na nich takie “rulony” jak u przedszkolaków, którym opadają rajstopki.
Jakkolwiek niepochlebnie by to nie brzmiało, mi na prawdę to nie przeszkadza i nie mam zamiaru rezygnować z tej niskobudżetowej opcji. Jedyne odstępstwo swoich zasad zrobiłam dla legginsów marki Onzie, które oczarowały mnie “kosmicznym” wzorem i pięknymi kolorami. A jak spisują się na macie?

Materiał

Zawsze szukałam legginsów wykonanych z porządnego, nierozciągającego się materiału, ale niestety wszystkie moje wcześniejsze wybory były pod tym względem nietrafione. Dlatego, bardzo się cieszę, bo jak na razie Onzie (już po pierwszym ostrożnym praniu) nie zdradzają oznak rozciągnięcia i “rozchodzenia” się materiału. Wykonane są z czegoś w rodzaju grubszej lycry i bardzo ładnie przylegają do ciała.
Jak będzie po kolejnych praniach? Zobaczymy, w razie czego spodziewajcie się aktualizacji ;)
Dodatkowo, w końcu mam legginsy, które nie prześwitują. Nigdy na zajęciach nie martwiło mnie, czy moje spodnie prześwitują (w końcu kto ma siłę oderwać się od ćwiczeń i obserwować pośladki osoby obok?), ale dla niektórych osób to może być ważna cecha. Poza tym, przy tak wzorzystym materiale i tak nic by nie było widać.

Wzór

To oczywiście kwestia gustu, ale ta “kwiecista galaktyka” urzekła mnie do tego stopnia, że podczas zajęć, w trudniejszych asanach (taaak rozciąganie tyłów nóg) sprawia mi przyjemność zawieszanie na niej wzroku :) Kolory są piękne i jak dotąd odporne na pranie. Tak na prawdę to właśnie wzór skusił mnie do porzucenia moich zasad i zakupu tych spodni. A wybór w tym zakresie Onzie ma spory i na prawdę trudno się zdecydować.

SONY DSC

Krój

Tu wszystko zależy od upodobań i figury, ale niski stan + szeroki pas, to moja ulubiona opcja. Domyślam się, że dla osób o szerokich biodrach Onzie mogłyby być problematyczne, bo pas wypadałby znacznie niżej niż u mnie. Czy wtedy by się zsuwały? Bardzo możliwe. Jednak, ja ten krój bardzo lubię i czuję się w nim najlepiej.
Idealne legginsy nie mogą też, wpijać się w talii i tworzyć tzw. muffin tops. Niestety, niektóre modele nawet na szczupłych dziewczynach dają taki efekt. Na szczęście już w przymierzalni można go wyłapać i spokojnie odłożyć spodnie na półkę. Moje “kosmiczne” legginsy mają szeroki pas i zupełnie takiego efektu nie powodują, pomimo że są w rozmiarze XS.

stanie

nascianie

Wygoda

Onzie są bardzo wygodne. Nie ograniczają ruchów, nie wpijają się, nie cisną, ani zbytnio się nie zsuwają (tak jak każde spodnie podczas aktywności trochę mogą “zjeżdżać).

Wady

Podstawową i niewątpliwą wadą jest cena. 199 zł, które za nie zapłaciłam (w Yoga Republic, ale można także zamówić w internecie), to dla niektórych cena zaporowa. Ponieważ, jednak ćwiczę już kilka lat i zazwyczaj wybierałam najtańsze ubrania na trening, dlatego postanowiłam, że raz na jakiś czas mogę zrobić odstępstwo od tej zasady.
Poza tym rozglądałam się długo po sklepach sportowych i wszystkie spodnie, które mi się podobały kosztowały w granicach 150-200 zł. Jak się okazuje bardzo podobnie, a żadne z nich nie miały takiego pięknego wzoru… :)

Drugą wadą jest to, że materiał jest śliski. Co przeszkadza mi to tylko w pozycji DRZEWA. Stopa umieszczona w pachwinie ma tendencję do ześlizgiwania się i trochę mi to przeszkadza, zwłaszcza przy bardziej intensywnym treningu, kiedy jestem już spocona.

Niemniej jednak, jestem bardzo zadowolona z zakupu. Jak do tej pory spodnie wyglądają na bardzo porządnie wykonane, a piękny wzór pozwala zapomnieć o tych dwóch niedogodnościach :)

A jaka jest wasza strategia? Kupujecie jak najtańsze ubrania sportowe i często je zmieniacie, czy wolicie zainwestować w coś porządniejszego (droższego?) i cieszyć się tym długo?

6 Komentarzy:



  • lifemanagerka 10 Feb 2014

    Wow, cena jest powalająca :D ale czasami warto zainwestować w takie rzeczy, szczególnie jak służą do aktywności, którą wykonuje się często. Ja tak zainwestowałam w buty do tańca i była to bardzo dobra decyzja :). A ubrania do ćwiczeń kupuję w sieciówkach, najczęściej na przecenach. Jeśli noszę je tylko na zajęcia to nawet mi się nie niszczą i nie muszę ich często zmieniać. To samo z rzeczami do biegania.

    P.s. Park o który pytasz u mnie na blogu to w sumie nie jest żaden znany warszawski park, tylko raczej taki osiedlowy :) znajduje się dokładnie na granicy Ursynowa i Mokotowa i chyba nie ma żadnej oficjalnej nazwy.

    • Paulina Sowa 10 Feb 2014

      Ja też z sieciówek preferuję, najlepiej jakieś serie basic, np. H&M. Buty to co innego. Wiele razy przekonałam się, że warto w dobre buty zainwestować. Na szczęście na jogę nie potrzebuję butów, więc poszło w spodnie ;)

      Ha! To mi dałaś do myślenia z tym parkiem ;)

  • lifemanagerka 11 Feb 2014

    Jeszcze tak mi się przypomniało wczoraj na tańcu, że moje leginsy niestety prześwitują… Na bank… Ale mówisz, że nie patrzy się na tyłki innych podczas ćwiczeń? :D Bo u mnie to może być widoczne tylko podczas rozgrzewki i zawsze jak mogę tak naciągam koszulkę aby zasłonić tyłek ;)

    • Paulina Sowa 11 Feb 2014

      Ja tylko jeśli latem jadę na zajęcia w legginsach, to naciągam koszulkę na zadek, żeby pośladkami na przystankach nie świecić ;)

  • Agata 13 Feb 2014

    One są przepiękne. Rozważałam krótkie, bo i na rurkę by się nadały :) Ale na razie oszczędność bierze górę.
    PS. Pamiętam o naszej jodze, ale na razie ciągle zmieniają mi się plany :(

    • Paulina Sowa 15 Feb 2014

      Ja mam 160 cm i na mnie są minimalnie za długie. 3/4 chyba bym miała 7/8 ;) Trochę dorobiłam na zajęciach w styczniu, więc sobie pozwoliłam na szaleństwo..ale cena faktycznie zabójcza.
      PS: spokojnie, właśnie skończyłam karnet i czekam na wypłatę ;) Na pewno się wybierzemy! Jestem dobrej myśli :)

Zostaw komentarz