Świąteczne porządki zamiast aktywności fizycznej..?

Brak tagów 0 komentarzy

Przed świętami, jak to przed świętami dużo kobiet odda się akrobatyce domowej (mężczyzn mam nadzieję również, ale nie o nich ten post). Mycie okien, podłóg, przebieżka po supermarkecie i targanie kilogramów świątecznych zakupów. Później „połamane”, obolałe, ale niezwykle z siebie dumne, będą się chwaliły rodzinom i koleżankom, jak to „poćwiczyły” przy okazji porządków („Ja to nie potrzebuję już na żaden fitness chodzić, najlepszy fitness to mam w domu!”).

Od dawna słyszę te przechwałki kobiet – ile to one mają aktywności fizycznej, bo i odkurzyły, i podłogę umyły, i pranie nad wanną w zwisie przez godzinę robiły i co jak co, ale ruchu to im na pewno nie brakuje. Nie wspominam celowo o mężczyznach, bo oni jakoś nie mają problemów z rozróżnieniem, czym różni się mycie podłóg od uprawiania sportu. Jakoś nigdy nie słyszałam, żeby mężczyzna chwalił się kolegom, że on już na siłkę nie musi chodzić, bo z 10 kilo zakupów do domu przytargał.
Wybierzecie, to co uważacie za stosowne –godzinę szorowania podłogi, albo zajęcia pilates ;)

Gary

Moja Mama na propozycję poćwiczenia ze mną pilates odpowiedziała, że ona jeszcze się przed świętami „nagimnastykuje”. Obawiam się (ba jestem nawet pewna!), że Mama nie jest odosobniona w swoim podejściu.
Niestety, drogie panie muszę was rozczarować. Nawet 3 godziny sprzątania nie są lepsze od godziny pilatesu. Dlaczego?

Wszyscy mamy jakieś swoje nawyki, stare kontuzje, wady postawy, przykurczone mięśnie. Ten nawyki są tak zakorzenione, że zupełnie nie jesteśmy ich świadomi. To właśnie z tego powodu, kiedy moje klientki kładą się na macie, a ja poprawiam im ułożenie ciała zazwyczaj zgłaszają zastrzeżenie – „ale ja się teraz czuję krzywa”. Złe nawyki wryły się tak głęboko, że zaburzają czucie głębokie i świadomość własnego ciała. Odbieramy je jako prawidłowe, a prawidłowe ułożenie, jako „krzywe”.
I to jest właśnie pierwsza przyczyna, dla której warto wybrać się na pilates, a mycie okien zostawić w spokoju ;)
Nie ma najmniejszych szans, że podczas porządków domowych, będziemy same celowo i świadomie oraz we właściwy sposób korygować naszą postawę. Za to z niemal 100% pewnością będziemy pogłębiać złe nawyki. I tak, jeśli w jednym barku mam ograniczony zakres ruchu, to będę nadmiernie obciążać drugi bark, żeby chronić ten kontuzjowany. Czy to korzystnie wpłynie na nasze ciało? Nieee…raczej pomoże nabawić się nowej kontuzji.

Ostatnio na zajęciach klientki zapytały mnie czemu mają sekwencyjnie rotować kręgosłup (skręcać się do boku, kręg po kręgu). „No po co tak, skoro przecież my się umiemy skręcić do boku i robimy to codziennie” – drążyły temat. No to załóżmy, że już stoimy na tym krześle i ścieramy kurze, co chwilę obracając się i sięgając po ręczniki jednorazowe. I jeśli tak się niefortunnie złoży, że mamy usztywniony którykolwiek odcinek kręgosłupa, to będziemy skręcać się odcinkiem, który jest bardziej ruchomy (a w skrajnych przypadkach, jeśli już coś nas boli, możemy nawet dreptać stopami wokół własnej osi, żeby się odwrócić, zamiast skręcić się w kręgosłupie), a to co było usztywnione i nieruchome jeszcze bardziej się usztywni i znieruchomieje.

Zatem, będziemy utrwalać problemy, które już mamy, a także przeciążać te stawy, których problem jeszcze bezpośrednio nie dotknął (chcąc odciążyć te z którymi mamy już problem). A to wszystko w niewygodnych, często niestabilnych pozycjach i co gorsza często z całkiem sporymi obciążeniami. „Szybciutko odsunę tę kanapę”, „przeniosę tę miskę z wodą, to tylko kilka metrów”, „wezmę jeszcze kilogram ziemniaczków, nie będę musiała później wychodzić” – tylko raz, tylko na chwilę i tylko jeden dodatkowy kilogram, a to wszystko w pospiechu, w niewygodnej pozycji i bez braku świadomości postawy….

Czy to jest dobry substytut aktywności fizycznej? Zupełnie nie. I rozumiem, że są to czynności, które każdy człowiek musi wykonywać (i ja także je właśnie tak wykonuję), ale nie ma co się oszukiwać, że jak się zmęczyłam targając kilogramy siat, to mogę paść umęczona na kanapę, z czystym sumieniem, bo sobie tak dobrze „poćwiczyłam”.
I na koniec pozostawiam was i siebie (tak, tak do mnie też to się odnosi), z retorycznym pytanie – czy ważniejsze jest czyste okno, czy nasz własny kręgosłup?

Nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy.




Zostaw komentarz