Słodki nałóg

Brak tagów 4 komentarzy

Czy lubicie słodycze? Czy leci Wam ślinka na samą myśl o czekoladkach, ciasteczkach i cukiereczkach? Jeśli tak, to doskonale mnie zrozumiecie. Ponieważ słodycze są moją wielka miłością, bez której trudno by mi było żyć. Muszę się bardzo pilnować, aby z nimi nie przesadzić.

Nie ma, moim zdaniem nic zdrożnego w zjedzeniu ciastka, czy kawałka czekolady, ale pochłonięcie całej tabliczki, co często mi się zdarza, to już inna sprawa… Wiedząc o swojej słabości wypracowałam sobie kilka sposobów, jak nie tracić kontroli w jedzeniu słodyczy. Zazwyczaj możemy spotkać się z radami, co jeść zamiast słodyczy, ale ja chciałam zwrócić Waszą uwagę na kilka chwytów psychologicznych.

tort

Nigdy nie trzymam słodyczy w domu

Dzięki temu w chwilach słabości nie mogę po nie sięgnąć. Często bywało tak, że kupowałam coś słodkiego „na czarną godzinę” i pałaszowałam zaraz po przyniesieniu do domu aż do ostatniego okruszka. Jeśli nie ma słodyczy w domu – nie mam pokusy. Ale, żeby nie mieć słodyczy w domu należy oprzeć się w sklepie pokusie zakupu, dlatego…

Nigdy nie kupuję sama słodyczy

To w brew pozorom nie jest wcale takie trudne. Oczywiście wspaniałą radą jest nie chodzenie na zakupy „na głodniaka”, bo kiedy nie jestem głodna mam mniejszą (czyt. możliwą do opanowania) ochotę na coś słodkiego. Ale czasem tak się składa, że nim dotrę do sklepu, zdążę zgłodnieć i już od kasy mam ochotę udać się w zakazane rejony półek z ciastkami i czekoladami. Robię wtedy kilka rzeczy.

Po pierwsze – daję sobie chwilę na zastanowienie, ponieważ decyzję o wrzuceniu batonika, czy innej słodkiej przekąski podejmujemy pod wpływem emocji. Staram się uruchomić w ten sposób myślenie, aby trochę osłabić wpływ emocji. Zatrzymuję się w tym celu gdzieś z boku, żeby spokojnie zastanowić się co innego zamiast słodyczy mogłabym włożyć do koszyka.

Po drugie, w zastępstwie słodyczy wybieram coś, co wyjątkowo lubię. Na przykład owoce, czy orzechy lub wymyślam jakieś szybkie, ale smaczne danie, na które mam ochotę i przygotuję je po powrocie do domu. W ten sposób miły bodziec zastępuję innym miłym bodźcem i nie pojawia się nieprzyjemna frustracja.

Ważna jest dla mnie świadomość, że proces odmawiania sobie słodyczy nie trwa długo. To tylko chwila, kiedy np. stoję przy kasie, gdzie sklepy zawsze kuszą nas półkami z batonikami. Wiem że zaraz wyjdę ze sklepu i już nie będę miała swojej pokusy na wyciągnięcie ręki (bo w domu przecież ich nie trzymam). Świadomość, że pokusa jest chwilowa i zaraz minie dodaje mi siły, aby wytrzymać.

Nigdy nie opowiadam publicznie, że nie jem słodyczy

Kiedy ludzie słyszą taką deklarację od razu zaczynają nakłaniać do spróbowania choćby kawałeczka! Przekonują, że nie muszę się odchudzać, zaczynają polemizować. Na każdego taka presja społeczna wpłynie inaczej. Jedni ulegną, a inni zgoła odwrotnie – zawezmą się i nie skosztują ani kęsa. Niemniej, wokół tematu niejedzenia słodyczy pojawiają się wtedy emocje i to niekoniecznie pozytywne. Z doświadczenia wiem, że na przyjęciach, w pracy, u znajomych, lepiej jest z lekką obojętnością powiedzieć, że nie ma się teraz ochoty, czy zje się później, tak jakby ten temat nas w ogóle nie zaprzątał, niż wdawać się w dyskusje i tłumaczenia.

Jestem uważna – myślę o tym co robię

Dla mnie jednak, najważniejsza jest zwykła uważność, zastanowienie się nad tym co robię. Ponieważ odkryłam, że najczęściej ulegam pokusie zjedzenia czegoś słodkiego, kiedy mimochodem, nie myśląc o tym co robię częstuję się czekoladkami w pracy, czy wrzucam ciasteczka do koszyka w sklepie. I tu ważne – w sklepie największą czujność należy zachować przy kasach, gdzie i tak każdy z nas musi dotrzeć podczas zakupów (dział ze słodyczami da się omijać, ale omijanie kasy może się źle skończyć ;) ), a tu właśnie odbywa się największe kuszenie przy pomocy półek z batonikami, wafelkami i uwielbianymi przeze mnie żelkami. Im kolejka dłuższa tym ryzyko większe!

Oprócz powyższych trików oczywiście stosuję wszystkie porady typu jedzenie regularnie, czy zastępowanie słodyczy owocami i jak na razie całkiem dobrze mi idzie. Zobaczymy, jak będzie zimą, bo to właśnie zima jest dla mnie czasem, kiedy najchętniej sięgam po słodkości ;)

A jakie są Wasze sposoby na radzenie sobie z takimi pokusami? A może w ogóle nie lubicie słodyczy?

4 Komentarzy:



  • Anna 20 Oct 2013

    Porady fajne, mi trudno czasem wygrać z pokusą, ale tak jak piszesz – skuteczne jest to żeby nie mieć słodyczy w domu, żadnych na czarną godzinę, bo też wtedy zjadam od razu ;) A jak nie ma, to niekoniecznie chce się wychodzić i problem z głowy :)

    • Paulina Sowa 20 Oct 2013

      Taaaak…dla słodyczoholika czarna godzina jest zawsze. Ja własnie wygrałam kolejną bitwę. 2h w Coffeheaven i wypiłam tylko cappucino – zero słodyczy ;) Satysfakcja za każyd marzem jest spora ;)

  • Szpilka 21 Oct 2013

    Oj, ja też jestem fanką słodyczy. Słoik Nutelli czy pół paczki wafelków to żaden problem, no z tym słoikime to przesadziłam, starczy na kilka razy:) Co do sposobów na powstrzymanie się od jedzenia ich to mam 2: mało słodyczy w domu lub wcale, jednak tu jak jestem zdesperowana to lecę do najbliższego sklepu – brzmi jak uzależnienie:) Drugi sposób to taki, że nie kupuję słodyczy, a robię je sama w zdrowszych wersjach np. ciastka zbożowe, batoniki musli, ciasto cukiniowe lub marchewkowe itp. Sama narobiłam sobie teraz ochoty na coś pysznego – niektóre przepisy zgapiam z http://zmiksowani.pl/przepisy-na/zdrowe-ciasto. Może coś ci się przyda.

    • Paulina Sowa 21 Oct 2013

      Ja się wstydzę przed moja Drugą Połową do sklepu po słodkie biegać ;) Zwłaszcza jesli wcześniej się zarzekałam, ze nic słodkiego do ust nie wezmę… Stanowczo, jeśli już jeść jakieś słodyczne to lepiej samemu zrobić – budyń, czy kisiel to 5 minut pracy, a przynajmniej wiem z czego jest zrobiony.

Zostaw komentarz