Słodki nałóg II

Brak tagów 8 komentarzy

Pomyślałam, że wczorajsze wyjście na kawę z A. będzie dobrym pretekstem, żeby znowu napisać Wam o temacie, który ostatnio mocno zaprzątał moje myśli. Nie będzie to na pewno ostatni raz, kiedy piszę o słodyczach, ponieważ uzależnionym jest się cale życie ;)
Długo zastanawiałam się czemu jest tak, że jeśli danego dnia zdarzy mi się zjeść choćby ciasteczko, czy kawałek czekolady, to przestaję się kontrolować i od razu pożeram całą czekoladę/opakowanie ciastek. Chciałam rozebrać na czynniki pierwsze mechanizm takiego zachowania. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak wygląda on u mnie i porównać z własnymi zachowaniami, zapraszam do przeczytania dzisiejszego posta.


Po krótkiej obserwacji doszłam do wniosku, że schemat z grubsza wygląda następująco: zjadam czekoladkę – czuję przyjemność – mam poczucie winy i porażki – żeby złagodzić te negatywne emocje sięgam po kolejną czekoladkę – mam poczucie, że teraz nie ma znaczenia ile zajem, bo już i tak za dużo zjadłam. Rezultat: zjadam wszystko co jest w moim zasięgu i co zawiera cukier.
Zwykłam, zatem postrzegać tę sytuację w następujący sposób – jeśli już złamałam postanowienie niejedzenia słodyczy, to uznaję cały dzień za zmarnowany. Dlatego, zaczęłam się zastanawiać co zrobić, aby zjedzenia jednego ciastka nie postrzegać jako porażki i ograniczyć w ten sposób negatywne odczucia, które pchają mnie dalej w moim słodyczowym amoku.

Wnetrze

W takich miejscach jak to pokusa jest znacznie większa.

Wymyśliłam bardzo prosty sposób. Każdego dnia, kiedy nie zjem ani jednego ciastka, czekoladki, czy choćby jednego cukiereczka – postanowiłam przyznawać sobie 10 pkt. Jeśli zjem np. jeden cukierek, kostkę czekolady, ciastko – odejmuję po punkcie. Jeśli spałaszuję jakiś większy deser, odejmuję więcej np. 3 punkty, a jeśli kilka razy w ciągu dnia sięgnę po słodycze lub zjem całą tabliczkę czekolady wówczas nie przyznaję sobie żadnych punktów za dany dzień. Punkty notowałam w swoim organizerze.

Podwojne

Taaak…słodzone napoje też zawierają duuużo cukru ;)

Jak to działa? Otóż, dosyć szybko okazało się, że całkiem nieźle! Miałam poczucie większej kontroli – bo teraz minimalne potknięcie nie niweczyło wszystkich moich wysiłków. Po drobnej chwili słabości mogłam nadal zachować dobre samopoczucie i dzięki temu nie poddawałam się atakom obżarstwa.

Ten system sprawdzał się dosyć dobrze przez pewien czas… Do momentu, aż któregoś dnia obudziłam się i poczułam, że mam dosyć igrania ze sobą, liczenia, negocjowania, przekonywania, a przede wszystkim oszukiwania siebie. I przestałam jeść słodycze.
Na początku miałam nie do końca skrystalizowany stosunek do jedzenia słodyczy na spotkaniach rodzinnych i firmowych (np. w na imieninach w pracy, jeśli jedynym poczęstunkiem jest ciasto). Jednak, kiedy decyzja już zapadnie takie drobiazgi same się rozwiązują…po prostu na spotkaniach i imieninach firmowych nie jem nic. Dziękuję grzecznie lub zrzekam się swojej porcji, nie wdaję się w polemiki i jakoś nikt nie ma z tym problemu.
Jedyną sytuacją, w której jem słodycze są wizyty u rodziców. Zjadam przygotowany dla mnie kawałek ciasta i nie robię z tego problemu. Dzięki głębokiemu, wewnętrznemu postanowieniu i poczuciu satysfakcji, jakie czuję rezygnując ze słodyczy, nie mam problemu w dalszym wytrwaniu w swoim postanowieniu. Nawet ciastka i czekoladki, które leżą na moim biurku w pracy nie są w stanie wytrącić mnie z równowagi.

SONY DSC

Ciasto marchewkowe też zalicza się do kategorii “słodycze”…a nie “warzywa” ;)

Zrezygnowałam także ze słodkich jogurtów, które mają sporo cukru. Wcześniej manipulowałam sobą, twierdząc że jogurty są zdrowe i przecież to wcale nie słodycze… Właśnie takie argumenty i ciągłe przepychanie granicy zmęczyły mnie na tyle, że nie potrafię już dłużej się oszukiwać, a jedynym wyjściem jest całkowita rezygnacja ze słodyczy.
Ogromnym plusem jest też zniknięcie napadów wilczego głodu i zmniejszenie apetytu.

To dopiero początek (kilka tygodni), ale jestem dobrej myśli. Trzymajcie za mnie kciuki!
A jak tam Wasze metody? Trwacie w swoich postanowieniach, czy zdarza Wam się trochę je naginać ;) ?

8 Komentarzy:



  • Booklover 01 Nov 2013

    Pisałam u mnie o metodzie na nie jedzenie słodyczy- słodkie śniadania ;) Mnie pomaga, owszem od czasu do czasu mam ochotę na kawałek czekolady, ale o wiele rzadziej niż wcześniej :)

  • Asmiszka 01 Nov 2013

    Uwielbiam słodycze, nie jej ich bardzo dużo bo szkodzą figurze, natomiast uważam, że szkoda z nich w ogóle rezygnować. Czasem warto sobie uprzyjemnić chwilę, ale warto sięgać po słodkie z głową. Sama piekę ciasta, na najlepszych składnikach. Wtedy wiem, że jem rzecz sprawdzoną i w miarę zdrową.

    • Paulina Sowa 01 Nov 2013

      Tak, też o tym myślałam, że zamiast kupować mocno przetworzone słodycze ze sklepu o wiele lepiej robić swoje. I jesli ktoś umie jeść je “z głową” to super…ja jednak nie umiem. To tak, jak z alkoholem – alkoholik nie bedzie pił z umiarem ;)

  • Karolina / Mała Mi 04 Nov 2013

    :) ja lubię słodycze, jednak niedawno odkryłam, że potrafię ich nie jeść :) daje mi to siłę i spokój ;D jem kiedy mam ochotę, bo Życie jest zbyt krótkie, żeby się katować taki zakazem {nie jestem chora, nie mam nadwagi, słodycze nie szkodzą mojemu zdrowiu w drastyczny sposób}. Oczywiście cukier uzależnia… jeśli masz długą przerwę, a potem zjesz jedną kostkę… następnego dnia wrócisz do tej czekolady…
    Dlatego wolę jeść mniej, ale nie odmawiać sobie całkiem, bo po co? {w moim wypadku nie ma takiej potrzeby} :)

    Będę trzymała kciuki za Ciebie :)

    • Paulina Sowa 05 Nov 2013

      Hmmm…biorę to pod uwagę :) Dlatego u rodziców, jednak zjadam ten kawałek ciasta, a w zeszły weekend zjadłam 2 kawałki czekolady. Na szczęście nie było problemu z odpuszczeniem sobie większej ilości i poprzestaniu na kawałku…
      Dziękuję :)

  • Iwona 17 Nov 2013

    Super, że trwasz w swoim postanowieniu! Ja też staram się ograniczyć słodycze. Nie mam takiego problemu, że po jednym kawałku jem następny i tak w nieskończonosć. Potrafię zjeść dużo, ale jest to zawsze moja decyzja (często jej później żałuję!). Od kilku dni nie jadłam słodyczy w ogole, ale dziś, do niesłodzonej kawy zbożowej zafundowałam sobie domowe ciasto biszkoptowe. Nie żałuję, był pyszny, ale wiem, że po kolejny kawałek nie sięgnę. Przynajmniej nie dziś! Jest dopiero 9:35, wiec do wieczora na pewno zdążę wykorzystać energię, która mi ten kawałek da :) Sposobem na słodycze, o którym słyszalam, jest zjedzenie owoców – one także zawierają cukier, fruktozę, ale oprócz pustych kalorii mają także mnóstwo witamin! :) Trzymam kciuki za Twoje postanowienie!

    • Paulina Sowa 18 Nov 2013

      Zgadzam się z Tobą :) Nie ma co wpadać w paranoję. To w końcu tylko słodycze ;) Ja to po prostu ze swojej perspektywy pokazałam, może się komuś przyda.

Zostaw komentarz