Rzuciłam korporację i zostałam instruktorem pilates…

Brak tagów 2 komentarzy

Albo jogi. Albo projektantką biżuterii, ceramiki, ubrań itp. Lub znaną blogerką. Może nawet rzeźbiarką w zapadłej wiosce w Bieszczadach. Kimkolwiek, byle tylko dalej od “tych przeklętych korporacji”. Korporacji, które “wysysają siły życiowe”, “odczłowieczają”, “odbierają radość życia” i co tam jeszcze komu do głowy przyjdzie.
W ostatnich latach to bardzo modny nurt. Sama z początku patrzyłam z zazdrością, na tych zaradnych, odważnych i kreatywnych, którzy mieli odwagę realizować swoje pasje i jeszcze na tym zarabiać. Później temat mi spowszedniał i zupełnie przestałam zwracać na niego uwagę. Jednak, kiedy kilka lat temu zaczęłam intensywnie ćwiczyć pilates, a później zrobiłam kurs instruktorski, spojrzałam na sprawę z zupełnie innej perspektywy. Nagle, potencjalnie znalazłam się w gronie osób, które mogłyby zostawić korporację i zupełnie zmienić kierunek swojej kariery zawodowej.

Walking on the sand

Dokładnie pamiętam moment, kiedy poczułam, że moja perspektywa się zmienia. Siedziałam wtedy na szkoleniu dla instruktorów i każdy z nas miał za zadanie przedstawić się i powiedzieć coś o sobie. Jedna z dziewczyn długo i z dużym ładunkiem emocji (raczej tych negatywnych) opowiadała, że jest w trakcie porzucania znienawidzonej korporacji, w której jeszcze pracowała. Ubrana była w spodnie i top znanej, dosyć drogiej firmy sportowej i siedziała na szkoleniu za kilkaset złotych, na które jak się domyślam mogła sobie pozwolić właśnie dzięki pracy w korporacji. Pomyślałam sobie wtedy, że ja jestem mojej “korporacji” raczej wdzięczna za to, że to właśnie dzięki niej mogę realizować swoje pasje. I nie mam ochoty jej oczerniać i opowiadać, jaką krzywdę mi wyrządza.
Może dlatego, że ja zostałam w korporacji, może moja “korporacja” jest mało “korporacyjna”, może dlatego, że lubię swoją pracę, a może dlatego, że mam lepszą pamięć niż niektóre z tych osób, ale wiem że to właśnie dzięki pracy w mojej aktualnej firmie tak wiele osiągnęłam jeśli chodzi o pilates.

Przede wszystkim, dzięki mojemu pracodawcy, mogłam zacząć ćwiczyć regularnie. Większość korporacji sponsoruje swoim pracownikom karty sportowe, dzięki którym można za darmo lub z niewielką dopłatą testować różne formy zajęć fitness, różne szkoły. To nawet lepsze, niż gdybym miała otrzymać gotówkę na ten cel, ponieważ pieniądze można wydać na głupoty, a kartę sportową można zrealizować tylko na zajęciach ;)

Także, dzięki pieniądzom zarobionym w tych strasznych korporacjach osoby takie jak ja, czy tamta dziewczyna ze szkolenia, możemy uczestniczyć w różnych kursach, warsztatach, szkoleniach. Ci, którzy marzyli o podróżach, mogli dzięki korporacjom zebrać fundusze na ekwipunek i wyprawę, rzeźbiarze z Bieszczad mogli kupić ziemię i wybudować swoje rzeźbiarskie atelier, paralotniarze kupić swoje paralotnie, masażyści pokończyć kursy masażu, a projektantki ubrań dla piesków zapłacić za strony internetowe, na których dziś prowadzą swoje sklepy. To korporacje dały tym wszystkim ludziom ZAPLECZE FINANSOWE. Oczywiście, można i bez tych pieniędzy uruchomić swój biznes i wiele osób tak robi, bo wiadomo – liczy się motywacja, odwaga i konsekwencja. Żadna korporacja nie zapewni nam sukcesu. Jednak, jeśli już skorzystaliśmy z dobrodziejstw regularnej, pewnej, a wielu przypadkach także całkiem przyzwoitej pensji wypłacanej przez korporacje, to nie opluwajmy ich na każdym kroku.

Co jeszcze zawdzięczają korporacjom? A choćby CZAS, aby powoli przygotowywać się do połączenia pasji z pracą zawodową i przejściem na swoje. Bo, kiedy właściwie pokończyli oni kursy, przygotowali zaplecze do otwarcia działalności, a może nawet zaczęli już za biurkami w swoich firmach rozkręcać swoje interesy (serio, znam takie przypadki)? Czy, aby nie w trakcie pracy w korporacjach? Dostali czas na przemyślenie swoich pomysłów, na zbadanie rynku, nawet na rozpoczęcie działalności. Dostali miękki start w nowy zawód.

Często korporacje dały im także “KNOW HOW”. Wiedzę o rynku, kontakty, obycie biznesowe. Pozwoliły rozwinąć umiejętności takie, jak komunikacja, asertywność, zdolności organizacyjne. Dały szansę pracy z różnymi ludźmi. To ogromny kapitał i nawet jeśli te osoby nie zdają sobie z tego sprawy, to właśnie to obycie powoduje, że część z przedsięwzięć ma szansę tak dobrze się rozwijać. Ponieważ ich właściciele uczyli się w twardej szkole. Musieli umieć powalczyć o swoje, ale też wiedzieć kiedy odpuścić. Uczyli się biznesowego podejścia do klienta, na wybór którego zazwyczaj nie mieli żadnego wpływu. Teraz, w pracy na własny rachunek mogą korzystać z tej wiedzy i umiejętności.
Zaś, ci którzy zdecydowali się założyć działalność w tej samej branży, w której pracowali na etacie, zawdzięczają swoim dawnym pracodawcom również kontakty biznesowe, znajomość rynku, konkurencji i potrzeb klientów. Dla nich, być może ta wiedza jest nawet większym kapitałem, niż finansowe zaplecze zapewnione przez korporacje.

Z pewnością, również dziennikarze robią tu krecią robotę, tak zadając swoim przedsiębiorczym gościom pytania i składając artykuły, żeby wyszło na to, że korporacje są “be”. I nie mam tu na myśli żadnych spisków. Po prostu z psychologicznego punktu widzenia, tak opowiedziana historia jest ciekawsza i budzi więcej emocji. Było ciężko i źle, korporacja dołowała i gnębiła, zdobyliśmy się na odwagę, założyliśmy swój biznes i jest happy end. To fabuła zbudowana na wzór schematów bajek. Złe siostry dręczyły Kopciuszka, a ta wyzwoliła się spod ich władzy i wszystko skończyło się dobrze. Nasz mózg to kupuje i tego chce, dlatego historie, które czytamy w prasie lub oglądamy w telewizji są czasami podciągane do tego schematu.
Jednak, z drugiej strony, sami świeżo upieczeni pasjonaci-biznesmeni, też często narzekają na swojego “oprawcę”-pracodawcę. Zupełnie, moim zdaniem, niepotrzebnie dezawuując swoje poprzednie doświadczenia i czas spędzony w korporacjach.

Nie wiem, jak potoczy się dalej moja “kariera zawodowa”, nie wiem czy do emerytury zostanę na etacie, czy wyjadę do Indii i w aśramie będę pobierała nauki od mistrzów jogi, ale wiem jedno – zawsze będę ceniła swoje poprzednie doświadczenia i nie będę sama odbierała im wartości. Będę też wdzięczna za możliwości, które mi stworzono i dumna z siebie, że z części z nich (oby jak największej) umiałam skorzystać.

2 Komentarzy:



  • LotsOfSources 12 May 2014

    Ha, też miałam takie przemyślenia- czesto gdyby nie korpo nie byłoby ‘alternatywy dla korpo’. ;)

Zostaw komentarz