Post motywacyjny

Brak tagów 23 komentarzy

Od prawie pięciu lat regularnie dwa, trzy, a czasami i  więcej razy w tygodniu ćwiczę pilates lub jogę. W bardziej aktywnych okresach ćwiczyłam też codziennie sama w domu. Zdarzają się jednak dni, kiedy już budzę się z myślą, żeby zdezerterować z zajęć, wrócić do domu i zaszyć się pod kołdrą. Jak sobie z tym radzę, czy odpuszczam? „Zaciskam zęby” i idę na zajęcia? 
O moich sposobach radzenia sobie z brakiem motywacji do ćwiczeń możecie przeczytać w dzisiejszym poście.

Punkt pierwszy, obowiązkowy, to dokonanie oceny czy brak motywacji spowodowany jest zwykłym lenistwem, czy nasze ciało chce nam przekazać  coś ważnego. Zarówno pilates, jak i joga uczą słuchania własnego ciała, zatem zawsze zaczynam od wsłuchania się w siebie.
Nie raz zdarzyło mi się, że chcąc zrealizować swój plan treningowy poszłam na zajęcia, pomimo że czułam się bardzo osłabiona i okazało się, że osłabienie było przyczyną rozpoczynającej się choroby. Dlatego na tym etapie najważniejsza jest szczerość z samym sobą ;)

Jeśli, jednak odkryję, że to nie moje ciało jest chore, czy osłabione, ale mózg szuka wymówek, żeby zaciągnąć ciało na kanapę, wówczas rozpoczynam standardową procedurę postępowania, którą sobie opracowałam na wypadek podobnych okoliczności ;)

Po pierwsze – zaczynam od odłożenia decyzji „iść czy nie iść” na później. Pakuję się rano, tak jakbym miała pójść po pracy na zajęcia. Nie zastanawiam się, nie zmuszam, ale też nie szukam wymówek. Po prostu zachowuję się tak jakbym się szykowała do treningu.

SONY DSC

Po drugie – w ciągu dnia wyobrażam sobie jak jadę na zajęcia, jak ćwiczę, jakim autobusem wrócę, co zjem po zajęciach. W ten sposób mój plan, choć niepewny staje się co raz bardziej rzeczywisty.

Po trzecie – informuję o moim zamiarze pójścia na zajęcia jak najwięcej osób. Oczywiście nie opowiadam o tym każdej osobie spotkanej w firmowej kuchni, ale kiedy rozmawiam z kimś o moich planach na popołudnie unikam sformułowań świadczących o wahaniu się „jeszcze zobaczę”, „może pójdę”, „zależy jak będę się czuła”.
Zamiast tego mówię po prostu – „idę na pilates/jogę”. 
Jeśli zacznę gdybać zawsze mogą pojawić się propozycje typu – to może skoczmy na kawę/zakupy/do kina, a ja chętnie z nich skorzystam zamiast zrobić to co zaplanowałam.

SONY DSC

Po czwarte – wyobrażam sobie jak dobrze będę się czuła po zajęciach. Wiem już, że jeśli ulęgnę lenistwu i zamiast ćwiczyć wrócę do domu, to najprawdopodobniej zmarnuję popołudnie i wieczór. Przeważnie w takie dni i tak nie zrobię w domu nic pożytecznego . Będę wtedy czuła się podwójnie źle, bo zrezygnowałam z ćwiczeń i zmarnowałam czas. Jeśli jednak pójdę na zajęcia, to mój humor i samoocena bardzo na tym skorzystają i bardzo prawdopodobne, że po powrocie do domu znacznie lepiej spożytkuję pozostałą resztę  wieczoru.

Bywa jednak i tak, że wszystkie powyższe techniki zawiodą i zamiast na macie wyładuję na kawie/ zakupach/na kanapie i wtedy najlepszym, co mogę zrobić i zazwyczaj robię, jest nie zadręczanie się, nie robienie sobie wyrzutów i spokojna akceptacja faktu, że zamiast psa z głową do dołu wybrałam leżenie brzuchem do góry na własnej kanapie.
A jak Wy sobie radzicie z samodyscypliną? Ćwiczycie regularnie, czy od przypadku do przypadku? Możecie polecić jakieś techniki pomagające Wam się zmotywować i ćwiczyć regularnie? A może uważacie, że nie są one konieczne i ćwiczycie tylko wtedy, kiedy macie na to ochotę?

 

23 Komentarzy:



  • Booklover 20 Oct 2013

    Ja nie uprawiam ani pilatesu ani jogi, ale myślę, że Twoje rady można spokojnie zastosować do każdej rzecy której nie mamy ochoty zrobić :)

    • Paulina Sowa 20 Oct 2013

      Albo mamy ochotę, ale jeszcze o tym nie wiemy ;) I dlatego musimy sprytnie podejść samych siebie, żeby się mogło okazać, że tak na prawdę to dla nas dobre ;)

  • paula 21 Oct 2013

    myślę, że to są bardzo dobre pomysły nie tylko jeśli chodzi o ćwiczenia, w ogóle o załatwianie wszelakich spraw.. mam taką przyjaciółkę, mimo że się z nią na coś umówię to i tak zawsze ostatecznie muszę poradzić sobie sama, bo nie ma w sobie za grosz motywacji, do kina nawet ciężko ją zmusić.. :/

    • Paulina Sowa 21 Oct 2013

      Tak, to musi być ciężkie dla takich osób. No cóż, dobre rady są dobre dla osób, które są na nie gotowe ;)

  • Ola 22 Oct 2013

    Hmm… myślę, że warto się czasem zmusić ;) Ja uprawiam jogging i czasem naprawde ciężko wyjść z domu jak popatrzymy za okno… i nie raz już z zaciśniętymi zębami biegłam przed siebie by po kolejnych 10 minutach poczuć całkowite szczęście i zapomnieć o wcześniejszym ‘nie chce mi się’. Jak to się mówi, zacząć jest najciężej! Potem leci już z górki :)

    • Paulina Sowa 22 Oct 2013

      Podziwiam osoby, które biegają. Jedna z prostszych życiowych aktywności, a mnie doprowadza do rozpaczy :( No cóż – słabe kardio – musiałabym nad tym mocno popracować.

  • Mia 22 Oct 2013

    Hihi :D też mam terminarz od DesignYourLife :D świetna sprawa u mnie to był strzał w 10, zapisuję sobie w nim zawsze moje codzienne ćwiczenia i co zjadłam :)

    • Paulina Sowa 22 Oct 2013

      Ja też go uwielbiam! Mogę w nim zapisywać ćwiczenia, jakie chcę wykonać (sama lub z klientami), zaplanować sobie lekcję. Dzięki niemu nie umykają mi też rzeczy do zrobienia i ciekawe pomysły :)

  • sandra 22 Oct 2013

    Skorzystam z Twoich porad, są świetne. Ja ćwiczę od niedawna, w domu. Więc muszę mieć duuuużo silnej motywacji :) Myślałam o pilatesie, warto?

    • Paulina Sowa 22 Oct 2013

      Warto, warto :) Zwłaszcza jeśli się wcześniej nie miało za dużo ruchu. Dobre na start – poprawia nastrój, samoocenę i super przygotowuje do innych aktywności. Wzmacniasz mięśnie głębokie, a to się przydaje i w sporcie i w fitnessie.

  • Karolina / Mała Mi 22 Oct 2013

    Dzień dobry :) stosuję te same metody i one działają od lat. Odkryłam też w sobie coś, co bardzo lubię. Zauważyłam, że kiedy ludziom się nie chce mówią po prostu “nie chce mi się”. I kropka. Dla mnie moje ‘nie chce mi się” nie jest kropką. Ja na tym nie kończę :) i tak idę :) chyba, że właśnie ciało moje coś do mówi… wtedy przekładam zajęcia na jutro i słucham siebie :)

    • Paulina Sowa 22 Oct 2013

      O! Zaciekawiłaś mnie..a jakie są Twoje metody po “nie chce mi się”? Faktycznie nie warto tak mówić, bo to trochę jak zwalnianie się z odpowiedzialności ;)

  • Iwona 22 Oct 2013

    a ja z innej beczki: jaki to kalendarz na zdjęciu? takiego szukam! :)

  • Karolina / Mała Mi 22 Oct 2013

    Po “nie chcę mi się” i tak robię to, co miałam zaplanowane. Najczęściej właśnie wyjście na zajęcia. Chodzi mi o to, że wielu na tym kończy, nie chce im się, więc nie idą, nie robią… a kto powiedział, że to wyznacznik jakś? :) Do pracy też większości się chodzić nie chce, a chodzą…
    Ja akurat swoją pracę lubię, więc i w tym problemu nie ma. Ale nie stawianie kropki (.) po “nie chce mi się” jest motodą na wiele płaszczyzn Życia :) praca, pasje, hobby czy nawet związek :)

    P.S. Golisz nogi odżywką do włosów??? Tego jeszcze nie słyszałam ;D i nie jestem pewna czy dobrze rozumiem… ;p
    P.S. P.S. Może jakoś Twoją stronę obserwować? :)

    • Paulina Sowa 22 Oct 2013

      Dobre :) W sumie podobnie postępuję. Co do obserwowania – rozpracowyję temat ;) Dam znać.
      Pomysł z odżywką jest ściagnięty od Włosomaniaczek, bodajże od Anwen http://www.anwen.pl/ :) Stosowany w przypadku odżywki, która nie pasuje włosom ;)

  • Daria 22 Oct 2013

    Co prawda ja preferuję inne ćwiczenia, ale Twoje rady są naprawdę cenne, a co najważniejsze… faktycznie jeśli zrobi się to tak jak opisałaś, to mózg pomimo swoich wymówek nie wygra z naszą motywacją! :)

  • nieobiektywniej 23 Oct 2013

    Dobrze zauważyłaś, że trzeba wsłuchać się w siebie, żeby odróżnić lenistwo od początków choroby. U mnie dochodzi jeszcze nieraz PMS, dwa dni, które absolutnie wykluczają z mocniejszej aktywności fizycznej.
    Mnie bardzo mobilizuje kupno karnetu, bo nie muszę się zastanawiać nad tym, czy mam pieniądze, a może wydam na coś innego, a może oszczędzę. Mam karnet i już, trzeba iść, żeby się nie zmarnował :)

    Jeśli czuję, że mi się nie chce, bo: boli mnie głowa, mam spięty kark, bolą mnie plecy i ogólnie jestem padnięta – to znaczy, że WŁAŚNIE WTEDY powinnam iść. I też wizualizuję sobie, jak przyjemnie będę się czuła po zajęciach, jak mi to pomoże.

    Najtrudniej w ogóle było mi się zmobolizować do rozpoczęcia ćwiczeń w miejscach typu basen czy siłownia. Bardzo lubię ruch na świeżym powietrzu i jak z nartami, rowerem, nordic walking nie mam problemu – tak z ćwiczeniami w salach tak. To wina źle prowadzonego WFu, który zawsze oznaczał pośpiech, stres, rywalizację, której nie znoszę. Potem próby chodzenia na osiedlowe siłownie – spoceni faceci wyciskający masę, smród, podirytowany instruktor i stary sprzęt – nie, dziękuję. W końcu bóle pleców zmusiły mnie do znalezienia nowego miejsca 2 lata temu. Trener miał pewnie ubaw, gdy opowiadałam o traumie WFowej, ale podszedł ze zrozumieniem i naprawdę zachęcił. Najtrudniej było zacząć, teraz w miarę regularnie chodzę, jak tylko pogoda przestaje pozwalać na rower.

    • Paulina Sowa 23 Oct 2013

      Miałam podobnie. Do aktywności fizycznej zraził mnie właśnie WF. Lekceważący nauczyciele, rywalizacja, ocenianie, przytyki od nauczycieli i od koleżanek. Właśnie na pilatesie poczułam, że mogę być sobą i to jest dobre :) Dzięki temu uczuciu mogłam ruszyć dalej – pokochać rower i jazdę na nartach…

  • Karolina / Mała Mi 23 Oct 2013

    Rozpracowuj :) czekam!

    A ja nielubiane lub niechciane odżywki do włosów wykorzystuję do odkurzacza wodnego :) ładnie pachnie w mieszkaniu :)

  • Karolina / Mała Mi 23 Oct 2013

    Rozpracowuj :) Będę czekała :)

    A ja niechciane lub nielubiane odżywki do włosów używam do odkurzacza wodnego :) ładnie wtedy pachnie w domu :) polecam!

  • Actually, you can! 23 Oct 2013

    Ja staram się ćwiczyć regularnie i najlepiej się czuję, gdy jest to codziennie :) gdy spada motywacja, zabieram się jak najszybciej za ćwiczenia, bo wiem, że potem będę czuła się o niebo lepiej! :) oczywiście, są i dni, kiedy jest kompletny brak chęci, czegokolwiek, wtedy odpuszczam, nic na siłę ;)

Zostaw komentarz