O pasji w związku…

Brak tagów 1 komentarzy

Dzisiaj posiadanie własnej pasji, to taki “must have” każdego człowieka. Każda, nawet najdziwniejsza/najbardziej ekstremalna/kosztowna pasja ma dzisiaj rację bytu. Skoki ze spadochronem, gotowanie, projektowanie ubrań, paralotniarstwo, down hill lub wedle uznania up hill, kolekcjonowanie znaczków, motyli, hodowla węży i wszystko, cokolwiek tylko przyjdzie wam do głowy.
Ludzie są dumni ze swoich pasji i pragną aby wspierała ich rodzina i przyjaciele. Jednak, w związkach pasja często staje się kością niezgody. Czy można coś zrobić, żeby tak nie było? Na początek można trzymać się kilku prostych zasad, o których możecie poczytać w dzisiejszym wpisie.

Chmury

Kto zgadnie, czemu takie zdjęcie ;)

On chce pojechać z kolegami na wyprawę motocyklową, a ona nie chce spędzać kolejnego weekendu sama. Ona codziennie po pracy pędzi na zumbę, a on wolałby, żeby była w domu. Z początkowo neutralnego “nie mam nic przeciwko/najważniejsze żebyś był/a szczęsliwy/a…”, tolerancja zaczyna przekształcać się w niechęć.
Czy można jakoś temu zapobiec? Czy jest jakiś sposób, który pozwoliłby wspólnie cieszyć się hobby partnera bez konieczności uczynienia jego hobby swoim?
Ostatnio, na bazie doświadczeń własnych oraz znajomych bliższych i dalszych, zastanawiałam się jakie zachowania wspierają pozytywną postawę wobec hobby partnera. I chociaż za eksperta w tej dziedzinie się nie uważam, to kilka takich zachowań udało mi się zebrać.

Zainteresuj swoją pasją

Zamiast upierać się, że jazda na motocyklu  jest zajebista zastanów się, co lubi partner i postaraj się odwołać do jego upodobań. Chodzi o znalezienie wspólnej płaszczyzny. Nie opowiadaj nieszczęsnej ekolożce o mocy silnika, a pokaż, że motocykl to także uczucie wolności, “wiatru we włosach”, piękne widoki… Przy odrobinie dobrej woli z obu stron – nawet w tak ekstremalnym przypadku może się udać.
Na przykład, w paralotniarstwie, którego sama nie uprawiam, podziwiam i fascynuje mnie kontakt z przyrodą, niesamowite widoki, samotność w powietrzu, zmiana perspektywy i odreagowanie codziennych stresów.

Nie deprecjonuj

Ty interesujesz się architekturą, a Twój partner nie odróżnia konstruktywizmu od ekspresjonizmu? Zapomnij o sformułowaniach w stylu “Nie rozumiem, jak można nie podziwiać takiej archtektury!”. Dlaczego? Bo to nie są zdania, które wyrażają twoją fascynację tematem. One – w wolnym tłumaczeniu – stawiają ciebie ponad tymi, którzy nie podzielają twojej pasji. Miedzy innymi nad twoim partnerem. Jak nie trudno się domyślać, nikt tego nie lubi.
Zamiast takich kontrowersyjnych wypowiedzi, pozostań przy zwykłym wyrażaniu swoich emocji (“kiedy pędzę w dół stoku na rowerze, ogarnia mnie taka euforia…”).
Bardziej wysublimowani pasjonaci mogą zastosować zabieg mający na celu pokazanie partnerowi, że nawet podczas uprawiania swojej pasji nadal jest dla nich ważny. Wiecie, jak przyjemnie mi się zrobiło i jak dużą sympatię poczułam do paralotniarstwa, kiedy R po jednym z bardziej udanych lotów powiedział, że kiedy był w górze zapragnął, żebym była tam z nim! Plus 100 do atrakcyjności partnera i kolejne 50 dla jego hobby ;)

Nie porównuj

To chyba jeden z najbrzydszych nawyków. Niestety, nasza kultura jest nim przesiąknięta. Od najmłodszych lat słyszymy “popatrz syn sąsiada ma piątkę, a czemu ty tylko tróję?”, “mąż koleżanki, jej pomaga, a ty mi nie”, albo odwrotnie “dziewczyna X to nie ma nic przeciwko, że on każdy weekend w wakacje spędza z kolegami na rybach”…
Nie będę nawet podawała przykładów czym takie stwierdzenia można zastąpić. Niczym – po prostu tego nie mów, a nawet tak nie myśl. To do niczego, oprócz frustracji obu stron nie prowadzi. Jedyne, co możesz usłyszeć w odpowiedzi to – “to sobie zmień”.

Nie popędzaj

Sobie kupiłeś motocykl, a jej już kupujesz kask? Daj spokój. Pozwól jej samej podjąć decyzję, czy chce ci towarzyszyć w twojej pasji.
Myślicie, że nie kusiło mnie żeby namawiać R do pójścia na jogę, czy poddać go eksperymentalnemu treningowi Pilates ;)? Owszem, chciałabym pokazać mu co mnie w tym tak fascynuje, a co więcej głęboko wierzę, że to by było z pożytkiem dla niego. Nie sprawi mi jednak frajdy zmuszenie go do czegoś.
Podobnie R nigdy nie zmuszał mnie do lotu w tandemie. Nie dopytywał się, kiedy się odważę, nie naciskał w żaden sposób, a co więcej nawet innych powstrzymywał przed takimi naciskami. Poczekał, aż sama dojrzeję i ciekawość przeważy nad strachem :)

Linki

Pokaż korzyści dla związku

Myślisz, że takowych brak? To za pewne jesteś w błędzie. On po powrocie z męskiej wyprawy jest szczęśliwy, odprężony i pozytywnie nastawiony do życia? Ona po tygodniu odosobnienia w aśramie w Indiach jest uśmiechnięta i unosi się 30 cm ponad chodnikami ;)?
Zobacz w tym szansę i ciesz się z partnerem :) Przecież przyjemniej jest obcować z kimś, kto jest szczęśliwy, niż ze znudzonym i skwaszonym osobnikiem? Taki ktoś jest bardziej wyluzowany, nie drażni go wiele rzeczy, idzie z nim załatwić nawet tematy, które od dawna domagały się uwagi ;)

Pomimo perypetii logistycznych, dwie pasje w związku, to zawsze lepiej niż jedna. Ponieważ każdy ma swoją i nie czuje się źle, kiedy druga osoba oddaje się swojemu hobby.
Najgorsze, co może się zdarzyć, to kiedy pasja staje się swego rodzaju “rywalką” w związku. Kiedy ktoś musi rywalizować o uwagę drugiej osoby i czuje, że czas spędzony z nim, to dla partnera marnowanie czasu, bo odciąga go od jego pasji. Wtedy pasja zaczyna dzielić.

Nie lubię rozstrzygnięć w stylu – co jest dla niego ważniejsze – ja czy paralotniarstwo (wybaczcie przykład własny), bo święcie wierzę, że tego się zupełnie nie da porównać. To jest jak porównywanie czy ktoś bardziej potrzebuje jedzenia, czy wody. Niby, tak zagajony partner, coś tam odpowie, ale zazwyczaj będzie to odpowiedź, która nie usatysfakcjonuje żadnej ze stron. Pasja pełni w życiu człowieka inne funkcje, a partner inne. A pasja partnera jeszcze inne. Może być przeszkodą, ale przy odrobinie wysiłku z obu stron (podkreślam – obu, bo to kluczowe) może dawać świeże spojrzenie na partnera, umacniać relację, a w końcu i stronie współuczestniczącej dawać przyjemność!

PS: Już za kilka dni będę uczestniczyła w paralotniarskich wojażach R. Już nie mogę się doczekać widoków ze stoku, przestrzeni, wiatru (byle nie za silnego – dla niewtajemniczonych: bo uniemożliwia latanie), słońca, kibicowania znajomym (jaki przelot kto zrobił i ile czasu był w powietrzu), widoku skrzydeł na niebie.
Cieszę się na myśl o porannej krzątaninie na kempingu i wieczornych dyskusjach przy namiotach (zazwyczaj uczestniczę tylko w kilku pierwszych minutach, a później morzy mnie senność), za głupawkami łapanymi na startowisku w oczekiwaniu na odpowiedni “warun” i wieczornymi kalamburami. No i nie mogę się doczekać, żeby poznać “piosenkę wyjazdu” (taka tradycja) ;)

1 Komentarz:



  • Zuza 25 Sep 2014

    Zaraz, gdy zaczęliśmy się spotykać z moim mężem, zaraziłam go swoją miłością do wędrówek z kijkami i świeżych soków owocowych, on mnie zaś przekonał do “Seksmisji”. Oboje lubimy czytać – coż z tego, że całkiem inne rzeczy? Coż z tego że nie zawsze przepadamy za wybranym przez partnera filmem? Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, byłoby nudno. Ale dajmy czasem uwieść się inności – coś, co z pozoru odpycha, może okazać się piękne i fascynujące!
    Pozdrawiam :)

Zostaw komentarz