Naturalne metody kontra grypa

Brak tagów 0 komentarzy

Sezon grypowy w toku, a ja dołączyłam do grona przeziębionych. Jestem – na szczęście! – za słabo chora, aby kwalifikować się do leczenia metodami medycyny konwencjonalnej (leki przeciwgorączkowe, antybiotyki…). Jednak ból gardła, osłabienie i ogóle kiepskie samopoczucie skłoniły mnie do szukania naturalnych metod leczenia.
Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak się sprawdzają, zapraszam do lektury posta.

Pierwsza i najważniejsza zasada, bez której nie ma mowy, aby zadziałały jakiekolwiek leki i abym poczuła się lepiej to sen. Kiedy tylko czuję, że zaczynam się czuć źle staram się znaleźć chwilę w ciągu dnia, aby się zdrzemnąć lub, jeśli to niemożliwe, kładę się wcześniej spać…nawet gdyby to miało oznaczać o 21ej ;)

Kąpiele

No, dobrze, ale co zrobić, żeby sen w chorobie był regenerujący i by nie obudzić się w jeszcze gorszym stanie niż się położyliśmy? Ja lubię zrobić sobie ciepłą kąpiel z dodatkiem soli lub ziół. Możecie użyć gotowych soli do kąpieli lub zwykłej soli kuchennej. Z ziół polecam szałwię lub rumianek. Ostatnio nie miałam ich pod ręką, więc użyłam ziela bylicy pospolitej, którą podobno stosuje się do płukania jamy ustnej i gardła w stanach zapalnych i ropnych…miałam nadzieję przez skórę też zadziała ;).

SONY DSC

Olejki eteryczne

Podobno, naczelna zasada aromaterapii mówi, że powinniśmy używać tylko takich olejków, których zapach nam się podoba. Dlatego, do kominka zapachowego zastosowałam mieszankę olejku pomarańczowego i goździkowego (działa przeciwbakteryjnie, przeciwwirusowo, przeciwgrzybiczo). Lubię jeszcze geraniowy i cynamonowy, ale połączenie pomarańczowo-goździkowe to mój faworyt.
Podobno we wszystkich stanach zapalnych polecany jest olejek z drzewa herbacianego, ale dla mnie jego zapach nie jest do końca przyjemny i po chwili wywołuje mdłości.
Wybrałam też olejek szałwiowy, którego używam co jakiś czas mocno wdychając prosto z buteleczki, a przed snem kroplę wsmarowuję w śluzówkę nosa.
Jeśli nie straszne wam nacieranie intensywnie pachnącymi (dla niektórych po prostu śmierdzącymi) maściami, polecam Vick lub maść kamforową. Mnie kojarzą się z dzieciństwem i bardzo je lubię :)

Herbatki ziołowe

Wszystkie poradniki zalecają, żeby we wszystkich chorobach dróg oddechowych dużo pić. Najlepiej herbatki ziołowe z lipy, maliny, czarnego bzu lub dziewanny, które pomagają oczyścić drogi oddechowe, działają przeciwzapalnie i napotnie (lipa). Ja wybrałam ekspresową herbatkę z lipy, którą zaparzam z malinowo-ziołowym mixem (oprócz maliny zawiera też wspomniane ziele dziewanny). Parzę taka miksturę w dużych dzbankach lub termosie i popijam cały dzień. Dzięki smakowi maliny, taki specyfik smakuje całkiem dobrze.

Leki homeopatyczne

Zazwyczaj sięgam po Pectobonisol, który świetnie oczyszcza drogi oddechowe (tak, tak…przygotujcie duużo chusteczek). Ponieważ, tym razem nie udało mi się go dostać w żadnej aptece kupiłam Echinasal. Oba zawierają echinaceę, tymianek i wyciąg z liści babki. Oba działają na mnie podobnie, z tym że Echinasal jest smaczny, a Pectobonisol nie :(
Dałam się też namówić miłemu panu farmaceucie na Coryzalię (tabletki) polecaną przy nieżytach górnych dróg oddechowych. Trudno mi jednak ocenić jej działanie, ponieważ zaczęłam ją brać dopiero wczoraj. Poza tym metody naturalne mają to do siebie, że należny je łączyć i dlatego, bardzo trudno jest ocenić działanie pojedynczego specyfiku.

Tabletki

SONY DSC
Do gardła Tantum Verde, do nosa olejek szałwiowy..mniam :/

Sól raz jeszcze

Sól może mieć jeszcze jedno zastosowanie. Możecie podgrzać ją w garnku lub na patelni i przesypać do lnianego woreczka (ja używam do tego celu skarpetki). Taki ciepły okład przykładam do skroni (w przypadku kataru) lub umieszczam na szyi, tam gdzie czuję ból w gardle. Na początku, aby się nie poparzyć można owinąć okład ręcznikiem i w miarę stygnięcia odwijać kolejne warstwy.

Z tradycyjnych leków, do swojej kuracji dołączyłam jeszcze mój ulubiony specyfik na ból gardła – Tantum Verde w spray’u.
Oczywiście te wszystkie sposoby są dobre, kiedy mamy do czynienia z katarem lub łagodną postacią grypy. W poważniejszych przypadkach mogą nie wystarczyć. Co nie znaczy, że nie warto również wtedy dołączyć ich do kuracji zalecanej przez lekarza. Chociaż muszę przyznać, że jeszcze nigdy żaden lekarz nie pomógł mi wyleczyć się z grypy, a już na pewno nie przepisał mi nic czego sama nie mogłabym kupić w aptece (oczywiście angina, zapalenie zatok, czy ucha to co innego…).
A czy wy chodzicie do lekarzy lekarzy? Czy raczej macie swoje sprawdzone domowe sposoby na grypę?

Nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy.




Zostaw komentarz