Mata zamiast kozetki?

Brak tagów 2 komentarzy

Masz problemy w związku? Idź na jogę. Szef źle Cię traktuje, nie lubisz swojej pracy, a może czujesz się smutna, zmęczona, nieśmiała, czy niepewna siebie – zacznij praktykować jogę, a na pewno zaraz zmieni ona wszystko w Twoim życiu! Jeśli przyjrzeć się artykułom w gazetach, internecie i na blogach można odnieść wrażenie, że praktyka jogi jest w stanie rozwiązać wszystkie nasze problemy. Ja jednak czuję wewnętrzny sprzeciw czytając takie artykuły…

Dlaczego, skoro sama twierdzę, że jakość mojego życia bardzo się poprawiła odkąd ćwiczę pilates i jogę? Jestem spokojniejsza, pogodniejsza, uczę się rozpoznawać swoje potrzeby i potrafię o nie asertywnej zawalczyć. Czy wiążę to z jogą? Tak, ale równie dobrze mogłabym wiązać te zmiany z pilatesem (i to też robię), z bieganiem (gdybym je tylko lubiła), wspinaczką wysokogórską, a może nawet z układaniem kompozycji z kwiatów, czy robieniem na drutach. Bo joga stała się dla wielu osób wygodnym sposobem ominięcia konieczności wizyty u specjalisty, czyli u psychologa lub psychiatry.

Lozko

Mata zamiast kozetki?

I, żeby nie zostać źle zrozumianą. Nie chodzi mi o osoby, które nie mają większych problemów ze sobą, a chcą poprawić swoje codzienne funkcjonowanie. Jeśli ktoś stresuje się w pracy, niekoniecznie musi zaraz wskakiwać na kozetkę terapeuty i przez wiele miesięcy rozgryzać relacje z rodzicami. Na przykład osobę niezdyscyplinowaną praktyka jogi może nauczyć systematyczności, nieśmiałej dodać pewności siebie, a nerwową nauczyć się wyciszać. Jednak nie ryzykowałabym leczenia depresji, choroby dwubiegunowej, czy schizofrenii z pomocą jogi. Nie zgadzam się także ze stwierdzeniem, że jeśli mamy zaburzone relacje z rodzicami lub nie układa nam się w  związku się, to joga załatwi ten problem.

Joga na odwagę

Owszem, joga może pomóc zacząć rozpracowywać problem. Regularna praktyka dodaje odwagi, pewności siebie i siły, co może pomóc w zrobieniu pierwszego kroku na drodze do rozwiązania problemów. Kiedy zyskujemy spokój, wszystkie problemy wydają nam się łatwiejsze i dlatego możemy ruszyć trudne tematy, wokół których krążyliśmy od dawna.

Po nitce do kłębka

Często jedna, nawet niewielka zmiana w życiu pociąga za sobą kolejne. A pozytywne zmiany przyciągają kolejne dobre zdarzenia. W ten sposób wejście na matę może rozpocząć nowy etap w czyimś życiu. I chociaż książki i artykuły trąbią o tym, że „już po dziesięciu sesjach poczujesz różnicę”, bardzo prawdopodobne, że ta różnica będzie na początku minimalna, a zawód z tego powodu nieproporcjonalnie, jeśli dacie się zwieść oczekiwaniom, duży ;)
Mój wykładowca ze studiów, pracujący jako psychoterapeuta lubił wysyłać swoich pacjentów na tai chi. Zwłaszcza tych z nerwicą. Twierdził, że wnosi w ten sposób nową jakość do ich życia inicjując w ten sposób zmianę. Uczył ich przy tym nowych zachowań – wyjścia do ludzi, systematyczności, kontaktu z nową, ale bezpieczną aktywnością, a samo tai chi wyciszało ich układ nerwowy, uczyło równowagi (i fizycznej i psychicznej).
Pomimo, tego zbawiennego wpływu, ani joga, ani tai chi nie jest nakierowane na konkretny problem psychiczny i nie ryzykowałabym kierowania osób np. z nerwicą lękową na matę zamiast „na kozetkę”. Natomiast joga może być doskonałym uzupełnieniem terapii.

Maskowanie

Co gorsza, ogólna poprawa samopoczucia i lepszej jakości życia po rozpoczęciu praktyki może maskować problem. Niby nie układa się w małżeństwie, niby problemy z dziećmi narastają, ale ja czuję, że się zmieniłam i mam co raz lepsze samopoczucie. To, może nie trzeba nic zmieniać, skoro już jest lepiej? Może nie ma potrzeby pracować nad sobą poza matą, bo przecież już tyle robię na macie i tak mi po tym dobrze, że teraz to niech dzieci i mąż coś zrobią (w domyśle pójdą na jogę).

Unikanie

Znam przypadki ludzi, którzy mając poważny problem natury psychologicznej, tak bardzo nie mieli ochoty nad nim popracować u specjalisty, że brali się za każdą inną aktywność. I o ile sprzątając, czy budując modele nie mogli twierdzić, że pracują nad swoim problemem, o tyle prasa daje takim osobom argument do ręki, bo skoro joga „zmienia życie”, to zajmując się jogą nie muszą już pracować nad problemem, który domaga się rozwiązania. Cała energia idzie wówczas w praktykę, a temat do przepracowania zostaje zamieciony pod dywan.

Odpowiedzialność

„Joga zmieniła moje życie”. To chyba najczęstszy frazes powtarzany, tak długo że już w zasadzie przestał mieć znaczenie. Nęci jednak ciągle wszystkich, którzy sami nie mają ochoty nic zrobić ze sobą, a rozglądają się za kimś lub czymś, co weźmie i zmieni ich życie za nich. A tu bach! Jest joga, a media trąbią, że już tylu osobom zmieniła życie, więc może i moje zechce zmienić? Tymczasem joga jest (przynajmniej ja tak czuję) tylko narzędziem, które pomaga się zmienić. To TY zmieniasz swoje życie. Nie joga.

Może to wpływ mojego zawodu wyuczonego, a nigdy nie praktykowanego, ale uważam, że joga nie zastąpi rzetelnej pracy nad problemem. Można do bólu wyginąć się na macie i wyciskać siódme poty, ale dopóki nie zacznie się pracować nad konkretnym problemem i zmieniać swoich zachowań na co dzień, tak długo joga nie przybliży nas do rozwiązania tego problemu.

Na koniec muszę tylko coś wam wyznać, otóż joga naprawdę zmieniła moje życie…a właściwie to ja zmieniłam swoje życie z pomocą jogi :)

2 Komentarzy:



  • Zuza 24 Sep 2014

    Hej!
    Wiesz, ja też relaksuję się głaszcząc zwierzęta ;)
    A tak do rzeczy – przeszłam w życiu przez ciężkie zaburzenia łaknienia i związane z tym problemy psychiczne i muszę przyznać, że joga WYMAGA zdrowia psychicznego – ja zauważyłam, kiedy byłam chora, że pełne skupienie na swoim ciele, jakie joga oferuje, powodowało pogłębienie jedzeniowych i innych psychicznych fiksacji. Także joga tak, jestem zdecydowanie na tak, ale nie w każdym momencie i nie dla każdego :)
    Pozdrowienia :)

    • Paulina Sowa 29 Sep 2014

      Podobno głaskanie zwierząt obniża ciśnienie krwi ;)
      Dokładnie o to mi chodziło, czasem trzeba sobie najpierw poukładać różne sprawy i dopiero można docenić jogę :)

Zostaw komentarz