Masaż bańką chińską – czy tylko na cellulit?

Brak tagów 6 komentarzy

Masaż bańką chińską zawsze kojarzył mi się z cellulitem i z …bólem. Dlatego, nigdy nie widziałam potrzeby bliższego zaznajomienia się z tym zabiegiem. Cellulit raczej nie zaprzątał moich myśli, po pierwsze bo mój jest raczej nieduży, a po drugie jeśli nawet jest to z tyłu ciała, a “co z oczu to z serca” ;).
Jednak, ostatnio zwróciłam uwagę na ten rodzaj masażu, ponieważ został mi polecony przez instruktorkę podczas treningu indywidualnego. Jeśli jesteście ciekawi jakie jeszcze, oprócz antycellulitowego, działanie ma masaż bańką chińską, zapraszam do przeczytania mojej relacji z pierwszych zabiegów.


Wskazania

Większość gabinetów poleca masaż bańką jako wspomniany już zabieg antycellulitowy, ujędrniający i modelujący sylwetkę. Postrzegany jest więc jako zabieg przede wszystkim estetyczny.
Na szczęście to nie koniec jego zalet, ponieważ ma także działanie prozdrowotne. Poprawia, krążenie krwi i limfy oraz pomaga usuwać obrzęki. Moja koleżanka, która ma tendencję do powstawania zastojów limfy bardzo sobie chwali efekty takich masaży.
Ja sama pamiętam z dzieciństwa stawianie szklanych baniek, który to zabieg miał na celu wzmocnienie mojej słabiutkiej odporności i wsparcie w leczeniu zapaleń oskrzeli, grypy, anginy, czy innych infekcji, których jako dziecko miałam bez liku. Chińska bańka działa na tej samej zasadzie co szklana, dlatego polecana jest w leczeniu infekcji dróg oddechowych.

banki

Jednak mnie najbardziej interesowało rozluźniające i usuwające przykurcze mięśni działanie masażu. Zdaniem instruktorki, z którą ćwiczyłam właśnie to skrócenie i napięcie mięśni może powodować moje bóle w odcinku lędźwiowym, a nawet utrudniać prawidłowe wykonanie niektórych ćwiczeń pilates (np. mobilizacje odcinka lędźwiowego kręgosłupa). Tego typu stwierdzenia traktuję zawsze z pewnym dystansem, raczej jako wskazówki, a nie ostateczne diagnozy. Skoro jednak masaż ten ma tyle zalet, to czemu nie spróbować?

Plecy_porownanie

Na zdjęciach widać, że po lewej stronie plecy w odcinku lędźwiowym mają gładką linię, zaś po prawej zamiast równomiernego łuku – lekkie “wgłębienie”.

Pierwsze efekty

Dziś jestem już po dwóch 20-minutowych sesjach z bańką i muszę przyznać, że na razie do relaksu w ich trakcie jeszcze mi daleko. Zwłaszcza prawa, ta bardziej przykurczona strona odcinka lędźwiowego, daje się mocno we znaki podczas zabiegu. Masaż lewej był nawet przyjemny, ale było to doznanie z kategorii tych bardziej zdecydowanych, więc nie każdemu przypadłoby do gustu ;)

Co się zaś tyczy efektów, to o tych rozluźniających na razie za wcześnie mówić. Przy tego typu przykurczach mięśnie i tkanka łączna są na swój sposób “sklejone” i zamiast swobodnie się przesuwać względem siebie tworzą zbitą całość. “Rozbicie” takiej struktury, która powstawała latami nie jest łatwe i dlatego na efekty w postaci ich rozluźnienia/”rozklejenia” przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać.

Z bardziej powierzchownych rezultatów – po obu zabiegach skóra w masowanych miejscach była mocno przekrwiona i gorąca. Po pierwszym zabiegu miałam spore krwiaki. Wyglądało to nieciekawie i na pewno nie nadawało się do zamieszczenia zdjęć na blogu :) Na szczęście owe siniaki w ogóle nie bolały i zniknęły w ciągu trzech dni. Po drugim zabiegu już się nie pojawiły.
Jak na moje potrzeby skutkiem ubocznym, którym specjalnie się nie interesowałam, jest znaczne ujędrnienie skóry. Jestem nawet skłonna uwierzyć, że seria takich zabiegów może znacznie zmniejszyć cellulit.

Realizacja moich celów (rozluźnienie) wymaga większej cierpliwości, ale liczę że przy okazji zwiększy się moja odporność i nie będzie mi dane w tym roku udać się na przymusowe, chorobowe leżakowanie pod kołdrą ;)
Jakie są Wasze doświadczenia z takim masażem? A może wykonywałyście go same w domu (podobno tak też można – chociaż nie wiem, czy dałabym radę)?
Jak szybko i jakie widziałyście efekty?

6 Komentarzy:



  • Agata Ucińska 16 Nov 2013

    Ale piękny i fajny blog. Na pewno będę zaglądać. Sama jestem entuzjastką jogi :)

    • Paulina Sowa 16 Nov 2013

      Dziękuję i muszę powiedzieć Twój blog też mi się bardzo podoba…widzę, że jesteś o wiele bardziej zaawansowana jogowo niż ja ;)

  • Iwona 17 Nov 2013

    Od dawna chciałam się przekonać do bańki chińskiej, ale mój próg bólu fizycznego jest bardzo niski! Jedno pociągnięcie po tylnej stornie uda i ból niesamowity…samej cięzko mi wykonać ten zabieg. Lepiej, kiedy robi to inna osoba. Wtedy też łatwiej zacisnąć zęby, bo człowiek sam sobie przecież nie chce robić krzywdy, więc jak boli, to od razu odrywam bańkę, a kiedy robi to kto inny – jakoś łatwiej to znieść. Chciałam stosować ją głownie dla ujędrnienia skóry i poprawy krążenia. Może z zabiegu na zabieg, bede je lepiej znosic, a bańkę wkrótce uda mi się może nawet polubić!

    • Paulina Sowa 18 Nov 2013

      Tak, z każdym zabiegiem ma być lepiej (i na razie jest). No, ja bym sama nie dała rady – masz rację, przy niskim progu bólu odpada samodzielny masaż. Poza tym rehabilitantka pyta mnie, czy trochę lżej masować. Bo można siłę z jaką bańka zasysa skórę można na szczęście dozować.

  • paula 17 Nov 2013

    jakoś przeraża mnie ta cała bańka, w ogóle słowo mi się źle kojarzy – w dzieciństwie miałam stawiane bańki na plecach gdy byłam chora, potem wielkie, czerwone, bolące bąble.. o nie, nie dam się namówić

    • Paulina Sowa 18 Nov 2013

      Tak, też to miałam. Ta jest jednak trochę mniej przerażająca i nie zostawia (przynajmniej nie wszystkim) takie masakryczne ślady :) Po drugim zabiegu nie miałam ani śladu..uff! Ale nie namawiam – bo to nie jest doznanie dla każdego. Ja zawsze miałam wysoki próg bólu.

Zostaw komentarz