Kiedy nauczyciel jogi zadaje ci ból…

Brak tagów 11 komentarzy

Zainspirowana postem Agaty  z Poczuj się lepiej, poczułam przemożną potrzebę wypowiedzenia się w temacie korekt wykonywanych przez nauczycieli na zajęciach jogi i pilates. Z punktu widzenia nauczyciela, ale przede wszystkim ucznia, który sam doświadczył niejednej korekty.
Z perspektywy nauczyciela, wszystko może wydawać się proste. Dobra korekta, to taka, która spełnia swoje zadanie, czyli powoduje, że uczeń wykonał prawidłowo daną pozycję. Z perspektywy ucznia sytuacja nieco się komplikuje, bo od rodzaju korekty będzie zależało nie tylko ustawienie ciała, ale przede wszystkim to, co będzie się działo w psychice, czy jak kto woli – w umyśle poddawanego korekcie.

Mój pierwotnie wyuczony i nigdy nie wykonywany zawód psychologa skłania mnie do analizowania, oprócz fizycznych aspektów aktywności fizycznej, również jej psychologicznego efektu.
Przyjmijmy, że na potrzeby tego tekstu, podzielimy sobie korekty ze względu na ich intensywność. Na łagodne/neutralne, które zastosowane przez nauczyciela nie powodują, że uczeń znajdzie się w pozycji, do której sam o własnych siłach i elastyczności by się nie utrzymał. Oraz intensywne, a czasem nawet bolesne, podczas których instruktor siłą własnych mięśni „wypcha” ucznia w zakres, którego ten sam by nie osiągnął.

Jak nie trudno się domyśleć, jestem raczej zwolenniczką tych łagodniejszych i przeciwniczką tych bardziej agresywnych. Moim zdaniem, mocne korekty (nie mam tu na myśli tych zbyt mocnych, bo one są po prostu szkodliwe), mogą wywierać na uczniów specyficzne efekty. Oprócz opisanych przez Agatę kontuzji, silna korekta, pchająca ucznia poza jego aktualny zakres ruchu/rozciągliwości może wywierać niekorzystne efekty psychologiczne. Różne zależnie od osobowości, podejścia i samooceny ćwiczącego.

SONY DSC

Niektórzy ludzie nie lubią być dotykani, ale ta grupa na pewno da znać nauczycielowi, że jego poczynania nie są przez nich mile widziane. Albo werbalizując swoje obiekcje i prosząc o zaprzestanie korekt dotykowych, albo z pomocą mowy ciała – napinając się, wzdrygając, sztywniejąc pod dotykiem. Większość instruktorów nie będzie miała problemu z rozpoznaniem takich sygnałów.
Jest też grupa, która pomimo bólu, czy dyskomfortu nie zasygnalizuje tego w żaden sposób. Tak było ze mną. Kiedy zaczynałam chodzić na jogę, trafiłam na nauczyciela, który krążył po sali i „dociskał” ludzi w pozycjach. Jego korekty powodowały westchnienia bólu i komentarze w stylu „oooo nieeee”. Ja znosiłam ból w ciszy, bo święcie wierzyłam, że tak wygląda praktyka jogi. Że boleć po prostu musi. Efekt był taki, że uznałam, iż nie chcę żeby aż tak bolało i zrezygnowałam z jogi na 8 lat!

To co się dzieje w ciele, podczas mocnej korekty, to jeszcze można zaobserwować, niestety często w postaci bólu. Jeśli nie takiego podczas zajęć, to odroczonego w czasie i będącego sygnałem ostrzegawczym Gorzej z aspektem psychologicznym. Tu muszę pospekulować, bo badań na ten temat brak. Zatem, posiłkować się muszę wyobraźnią, empatią oraz obserwacjami siebie i znajomych osób.

Tyle mi jeszcze brakuje – jestem za słaby

Po pierwsze mocna korekta, ma to do siebie, że w pewien sposób obnaża nasze słabości i pokazuje jak wiele dzieli nasze aktualne umiejętności od oczekiwanych (przez nauczyciela, przez nas samych, takich jak posiadają inni). Sama mogę wykonać skłon tylko do tego poziomu, a nauczyciel siłą musi mnie wprowadzić w pozycję o wiele dalej. Kiedy nauczyciel odchodzi, ciało zazwyczaj – jak sprężyna – wraca w swoje poprzednie położenie i na nic tu starania ucznia, aby utrzymać je w sztucznie nadanym położeniu. Spotkałam się ze stwierdzeniami „sama zawsze źle to robię”, „nigdy nie uda mi się wykonać tej pozycji”.

Tyle mi jeszcze brakuje – chcę to jak najszybciej osiągnąć

Bardziej ambitne osoby mogą ulec pokusie, aby za wszelką cenę dążyć do stanu, jaki osiągają z pomocą nauczyciela. Będą cisnęły swoje ciało, zamiast się w nie wsłuchać. Mogą zacząć rywalizować – ze sobą, z innymi na sali. O ile cechą dyscyplin sportowych jest rywalizacja, o tyle na pewno nie jest ona celem jogi. Tym właśnie różni się joga od sportu. Ciągły wyścig i porównywanie się (z innymi, ze sobą) odciąga uwagę od obserwacji ciała i uspokojenia umysłu.

Tylko z pomocą nauczyciela potrafię to zrobić

Jednym z celów zajęć z nauczycielem jest przygotowanie uczniów do samodzielnej praktyki. Ale, w jaki sposób takie „dociskanie“ miałoby to zrobić? Czy w rezultacie ktoś nie dojdzie do wniosku, że tylko z nauczycielem jego trening jest efektywny? No, bo sam nigdy nie osiągnąłby tyle, co z nauczycielem. Praktyka jogi w domu może wtedy wydawać się nijaka, zbyt płytka, nierozwijająca, źle poprowadzona. W ten sposób korekty mogą zabić samodzielność i odpowiedzialność ucznia za praktykę.

Czy, zatem takie korekty mają w ogóle rację bytu na zajęciach? Myślę, że od czasu do czasu – na pewno tak. Jeśli uczeń i nauczyciel dobrze się znają. Jeśli uczeń ćwiczy długo, zna bardzo dobrze swoje możliwości i czuje ciało, a pomoc nauczyciela ma go w prowadzić w nowe rejony odczuwania pozycji i pomóc pokonać próg, przed którym utknął z jakiegoś powodu.
Są też pewnego rodzaju odmianą, a każda zmiana i odmienna perspektywa tworzą w mózgu nowe połączenia między neuronami ;) Pomimo wszystko, myślę że mocne korekty w określonych warunkach mogą stanowić dla ucznia dużą wartość i rozwijać jego czucie własnego ciała.
A co wy sądzicie na ten temat? Jaki rodzaj korekt najbardziej wam odpowiada?

11 Komentarzy:



  • Joanna 15 Jun 2014

    OK, z punktu widzenia nauczyciela pilatesa: koryguję uczniów wtedy, kiedy trzeba ich skorygować do prawidłowej postawy, bo bez prawidłowej postawy nie będą pracować właściwe mięśnie. Ale nie są to korekty “Tu masz być, tu jest pozycja idealna”, tylko “Tyle potrafisz, tutaj jest pozycja, w której możesz się utrzymać i która jest w tej chwili dla ciebie najlepsza”. Czasami uczniowi się zwyczajnie nie chce w tej pozycji zostać, chociaż widzę, że jest do tego zdolny. Mózg nie nadąża za ciałem i już. Dlatego sporo korekt prowadzę głosem, a nie dotykiem – w momencie, kiedy daje się uczniom szansę na to, żeby sami skorygowali swoje ustawienie, daje się im też poczucie kontroli i samostanowienia.
    Korygować dotykiem należy wtedy, kiedy uczeń pieprzy coś tak serdecznie, że może zrobić sobie krzywdę. Co do mocnej korekty, której sama parę razy doświadczyłam: nie lubię. Rzeczywiście, czuję się wtedy nieadekwatna i zmuszona dążyć do jakiegoś idealnego wzorca. Z idealnymi wzorcami jest ten problem, że są wyobrażeniem, zazwyczaj w głowie kogoś innego ;)

    • Paulina Sowa 16 Jun 2014

      Twoje korekty, acz zaprzęgają ciało i mózg do sporej roboty – to nie ten typ. Mój pierwszy nauczyciel jogi z całej siły pogłębiał skłony z rozłożonymi szeroko nogami…ałaaa!!! To nie od wytężonej pracy boli, a od wyjścia poza własny zakres. Na pilatesie nie doświadczyłam nic takiego..uff!

  • Agata 16 Jun 2014

    Super tekst – zgadzam się! Aspekt psychologiczny jest bardzo ważny. Ludzie zapominają, że zaawansowane pozycje to praca na lata, chcą bardzo szybko mieć postęp, frustrują się i mają kontuzję. A przecież nie o to chodzi.

    • Paulina Sowa 16 Jun 2014

      Dziękuję za inspirację :) Jak dociskali mnie na poczatku – byłam nieszczęśliwa, jak dociskają teraz, to się napalam, że muszę więcej zrobić…chcę jeszcze…a tak jak mówisz to może być praca na lata.

  • Marta 03 Jul 2014

    Bardzo interesujący tekst! Korekta powinna być dawana z dużym wyczuciem, nie tylko fizycznym, ale i psychicznym. Dobry nauczyciel jogi obdarzony jest intuicją, która pozwala podchodzić do korekt w odpowiedni sposób. A dobra korekta służy ciału i motywuje umysł! :)

  • Marta 18 Jan 2015

    “Zaawansowana pozycja to praca na lata…” Zgadzam się.
    Praktykuję jogę już od paru lat. Miałam kilku nauczycieli. I również uważam, że korekta jest bardzo ważna i jest potrzebna, ale jak to w życiu…Wszystko z umiarem

  • Ania 01 Mar 2016

    Racja! Wszystko da się zdrowo wypracować i stopniowo pogłębiając swoje indywidualne zakresy ruchu, bez mocniejszego parcia na przesadzoną doskonałość od pierwszego momentu wejścia na matę. Ja miałam kiedyś pewnego nauczyciela jogi, który wszystkich nas nieźle “dociskał” na zajęciach i nadal to robi. Tylko,że mnie tak docisnął w psie z głową w dół, iż usłyszałam mocny trzask w odc. piersiowym kręgosłupa. Na szczęście nic mi się nie stało. Ale od tamtego momentu zmieniłam nauczyciela jogi na kobietę, która jest mistrzynią delikatnej lecz konkretnej korekty. Ponad to, jest obdarzona tą niesamowitą intuicją. Nie stoi nad Tobą “z batem ” w ręku i nie piłuje idealnej postawy, tylko koryguje co pewien, istotny czas. Werbalne ustawianie pozycji jest najlepszą metodą dla każdego, którą sama stosuję na swoich zajęciach pilates.Bardzo ciekawy blog. Pozdrawiam!

    • Paulina Sowa 02 Apr 2017

      Tak, za mocne poprawki to jedno, ale za dużo poprawek (nawet tych dobrych) też może przebodźcować ;)

Zostaw komentarz