Jak przetrwać przedświąteczną gorączkę?

Brak tagów 2 komentarzy

Niby grudniowa krzątanina w toku, niby świąteczne ozdoby wiszą wszędzie, niby mnóstwo spotkań i spraw do załatwienia, a część z nich na prawdę przyjemna, ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się to uczucie zmęczenia, znużenia, bezsensu. Bo dni co raz krótsze. Bo ciemno. Bo zimno. Bo przecież za chwilę cały ten świąteczny nastrój się skończy. Tuż po odpaleniu ostatnich Sylwestrowych fajerwerków nadejdzie długi, szary i zadłużony styczeń (tak, tak świąteczne prezenty plus pensja wypłacona w grudniu o te kilka dni wcześniej – musi teraz wystarczyć na święta i cały styczeń).
I jeśli podobnie jak mnie, nachodzą was czasem jesienno–zimową porą takie myśli, to możecie wypróbować jeden z moich sposobów na zimowego „dola” i przedświąteczne przemęczenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ten widok i tak nie jest najgorszy, zazwyczaj za oknem króluje szarość…

Poniższe metody, w przeciwieństwie do tych, proponowanych przez czasopisma kobiece nie wymagają większych nakładów finansowych, ani czasowych. Bo jak tu w gorączce przedświątecznych zakupów proponować jeszcze „pójście na zakupy dla poprawy humoru” (moim zdaniem i tak bardzo ryzykowne zalecenie, częściej może humor popsuć niż poprawić ;) )?
Jak zatem, przy minimalnych lub zerowych kosztach, wpleść w rytm codziennej gonitwy rzeczy, które pozwolą złapać dystans, odetchnąć, zatrzymać się i poczuć świąteczny nastrój?

Wyśpij się – daj sobie czas

Rozumiem, że to nie jest czas na odsypianie zaległości i, że nawet w weekendy z łóżka podrywają nas kolejne sprawy do załatwienia, ale nie chodzi mi wcale o wielkie odsypianie, czy wylegiwanie się w łóżku do południa.
Nie wiem, jak dla was, ale dla mnie ostatnie godziny przed położeniem się spać (w tygodniu kładę się o 23ej) są o wiele mniej produktywne, niż czas po powrocie z pracy. Już od 21ej krążę po domu bez sensu potykając się o własne nogi – jeśli akurat mam ambitny plan coś jeszcze zrobić, lub co gorsza lokuję się na kanapie i popadam w trans przed komputerem.
Dlatego stwierdzam, że śmiało można sobie darować tę ostatnia godzinę przed snem i zamiast usiłować zrobić coś sensownego, po prostu położyć się spać lub chociaż poczytać książkę leżąc w łóżku (dla wielu osób to będzie najlepsza metoda usypiająca).
Jeśli, wieczorem czas przecieka wam przez palce, to podobnie jak rano ustawiamy budzik na pobudkę, możecie nastawić go również wieczorem, aby przypominał, że już pora na odpoczynek.
Jak widzicie ten sposób wysypiania się nie polega na nadrabianiu zaległości i „spaniu do oporu”, ale na niedopuszczeniu do powstania długu snu.

Zmień perspektywę – przełam rutynę

Kiedy mamy dużo spraw, kiedy doba się kurczy i na wszystko brakuje czasu, wtedy włącza się „autopilot”. To świetna metoda dla organizmu, bo wszystkie czynności są wykonywane w dobrze znany i zautomatyzowany sposób, dzięki czemu zajmują znacznie mniej czasu. Jeśli chcemy na chwilę wyrwać się z tego kołowrotka, można spróbować przełamać codzienną rutynę.
Powiecie, że nie macie na to czasu? Ale żeby pójść inną drogą na przystanek, zając inne miejsce w autobusie i oglądać w ten sposób inny widok w drodze do pracy, wcale nie potrzeba dużo czasu. Może wystarczy tylko zmienić kolejność porannych czynności, zrobić zakupy w innym sklepie, wstać 15 minut wcześniej i przed wyjściem do pracy wypić spokojnie kawę w domu lub przejść jeden przystanek piechotą, zamiast czekać na tramwaj.
Zwłaszcza zimą, kiedy w pospiechu przemykamy z domu na przystanek, czy do samochodu, skazujemy się ciągle na te same miejsca, a nasz świat nagle się kurczy do kilku, codziennie tych samych widoków za oknem. Dlatego, zmiana trasy, czy krótki spacer mogą pomóc zyskać nową perspektywę i trochę przełamać rutynę.

SONY DSC

Zaplanuj coś i to wykonaj

To zadanie bardzo dobrze wpisuje się w rytm „przedświątecznej gorączki”. Przecież właśnie o to tu chodzi, aby zrobić jak najwięcej! Nasz plan powinien tylko spełnić tylko dwa warunki: to co chcemy/musimy zrobić należy spisać na liście, a lista ta powinna być realistyczna, a nawet pesymistyczna – czyli zawierać plan minimalny.
Spisana na kartce lista pozwoli usystematyzować i rozplanować czekające nas zadania. Dzięki niej łatwiej będzie nam zdecydować, które z zadań są najważniejsze, a które mniej ważne, ale co najbardziej istotne – stawianie plusików, czy wykreślanie kolejnych załatwionych rzeczy da nam spora satysfakcję i poczucie kontroli.
Co do warunku drugiego, wiadomo że jeśli zaplanujemy zbyt dużo i pod wieczór na naszej liście nawet polowa rzeczy nie zostanie wykreślona, to czeka nas frustracja. Ale jeśli zanotujemy plan minimum, to szansa na stuprocentową realizację jest duża, a jeśli jeszcze uda nam się zrobić coś ponad program, tym lepiej dla naszego samopoczucia!

Pobudź zmysły

Wcale nie chodzi tu o luksusowe zabiegi spa! Nasze zmysły: słuchu, wzroku, dotyku, smaku, czy węchu, mogą pobudzić nawet drobne codzienne przyjemności.
Może to być zapalenie kominka zapachowego z mieszanką nowych olejków eterycznych (na zimowe wieczory polecam goździkowy + pomarańczowy/mandarynkowy), czy świecy zapachowej.
Słuch pobudzić może płyta zespołu, którego słuchaliśmy dawno temu i wywołuje pozytywne skojarzenia. A może całkiem nowe dla nas nagrania lub po prostu muzyka relaksacyjna?
W roli “aktywatora” zmysłu smaku może wystąpić ulubiona potrawa, kubek aromatycznej herbaty z ulubionymi dodatkami (TU znajdziecie kilka smakowitych przepisów), albo kojarzący się z dzieciństwem kubek kakao.

SONY DSC

Kolory i smaki również pobudzą nasze zmysły :)

Po zastosowaniu przynajmniej 2-3 z proponowanych sposobów mamy sporą szansę poczuć się lepiej, zrelaksować i nabrać odrobiny dystansu.
To pozwoli zachować siły i energię do końca grudnia i rozpocząć nowy rok z zapasem chęci życia i motywacji.

Jeśli znacie i stosujecie inne sposoby, chętnie o nich przeczytam i sama poeksperymentuję! Warunki są dwa nie mogą być, ani czasowo, ani kosztowo wymagające ;)

2 Komentarzy:



  • lifemanagerka 16 Dec 2013

    To pierwsze zdjęcie – za taką zimą tęsknię! Podoba mi się ten punkt z planowaniem i realizacją, skreślanie kolejnych pozycji na liście “to do” jest faktycznie motywujące. I dziś chyba wprowadzę to w życie, bo bardzo chcę połknąć kilka żab, czyli tematów, które ciągle odkładam na później…

    Ja ostatnio nie mam sposobów na doła :( bo to już chyba nawet nie jest zwykły dół :(.

    • Paulina Sowa 16 Dec 2013

      Nic tak nie poprawia nastroju jak “połknięcie żaby”. Zwłaszcza jeśli żabsko kumka nad uchem od dawna ;)
      Jak to dół? No wiesz, udało Ci się mnie nabrać, bo na prawdę Cię o to nie podejrzewałam… Jeśli mogę coś zrobić…? Na każdy dół i ten mniejszy i ten duży na pewno można coś zaradzić, a przynajmniej spróbować. Bo jakkolwiek by nie było, to przecież nie zawsze będzie źle. Każde paskudne myśli w końcu znikają :)

Zostaw komentarz