Jak pokonać swoje lęki?

Brak tagów 5 komentarzy

Pierwsza połowa roku obfitowała dla mnie w liczne, ważne wydarzenia. Decyzja o zrobieniu drugiego kursu pilates, tym razem w Body Control Pilates, prowadzenie zastępstw, własne zajęcia w Domu Kultury, zmiany w pracy, w życiu towarzyskim i rodzinnym, sporo wyjazdów i nowych doświadczeń.
Nie wiedzieć czemu, dla kontrastu zamiast tryskać energią i optymizmem czułam jakbym zapadała się w sobie i popadała w co raz większy marazm. Dzisiaj, nagle zdałam sobie sprawę, jak dużo dobrych rzeczy się wydarzyło i jak bardzo się z tego cieszę. Dlatego, ten post będzie podsumowaniem kilku doświadczeń, z których najbardziej się cieszę. Zapisując je, chcę się nie tylko pochwalić (przed innymi, ale też sama siebie ;)), ale przede wszystkim nie chcę pozwolić zaginąć im w mrokach niepamięci.

Pilates w Domu Kultury

mata1

Może prowadzone przeze mnie zajęcia pilates, nie przyciągnęły tłumów, ale podjęcie decyzji i wprowadzenie jej w czyn wymagało – jak dla mnie – dużo odwagi ;)
Ciężko mi było poprosić R o pomoc przy ulotkach i plakatach, zdecydować się na zakup własnego sprzętu dla uczestników, czy zareklamować się. Kilka razy chciałam nawet zrezygnować, ale na szczęście tego nie zrobiłam ;). Teraz Dom Kultury ma przerwę wakacyjną, ale w październiku wrócę do zajęć.

Joga

joga1

Z początkiem roku, w końcu zaczęłam ćwiczyć regularnie i samodzielnie. Oczywiście, nie zawsze potrafię zmotywować się do samodzielnej praktyki i wtedy wybieram zajęcia grupowe.
Niemały wpływ podjęcie samodzielnej praktyki w domu miała decyzja o zmierzeniu się z Ashtangą. Pomimo, że bardzo cenię jogę wg metody Iyengara, to dopiero Ashtanga nauczyła mnie jak ćwiczyć samodzielnie. Pozycje w Ashtandze mają stałą kolejność, układają się w sekwencje i serie. Powitania Słońca, pozycje stojące, siedzące – wystarczy na zajęciach zapamiętać kolejność i można bez trudu praktykować samemu w domu, bez konieczności układania własnych sekwencji. To pomaga też, uniknąć omijania pozycji, których nie lubimy ;)
Wyraźnie widzę efekty regularnej praktyki. Oczywiście nie obyło się bez kilku kryzysów, ale w ogólnym rozrachunku moje ciało zmieniło się na plus.

Lot na paralotni

para1

Tutaj opisywałam swój pierwszy lot. Bardzo długo się do niego przymierzałam, jednak nie chciałam ulegać naciskom otoczenia. Dlatego, kiedy znajomi znudzili się namawianiem mnie do spróbowania lotu w tandemie, mogłam z własnej, nieprzymuszonej woli podjąć to wyzwanie. To był ten moment, kiedy ciekawość przeważyła nad strachem i nie było odwrotu :) Baaaaardzo się cieszę, że to zrobiłam..tak bardzo, że już szykuję się na następny tandem, tym razem na nizinach :)

Rowery

rowery

Wiem, że teraz pewnie rozśmieszę niektóre osoby, ale do tej pory mój limit dziennej jazdy na rowerze, to było 40 km. Jakoś tak nigdy nie mieliśmy potrzeby i parcia na większe trasy. Dopiero weekend w towarzystwie “rowerowego fanatyka” , który prawdopodobnie nawet do toalety jeździ na rowerze (pozdrawiam Marku ;)), przepchnął tą granicę. 130 km w 2 dni, spowodowało ogromy ból tyłka i jeszcze większą radość :).
Cieszę się nie tylko, że dałam radę – bo to akurat było do przewidzenia – ale głównie dlatego, że nie wpadłam w panikę, nie poddałam się, nie zalałam łzami i nie pozwoliłam mojemu ego zapanować nad emocjami. Jadąc polną drogą, potrafiłam ucieszyć się z pięknego zachodu słońca, pomimo przejmującego bólu siedzenia i nadwyrężonej samooceny ;)

Do góry nogami

barki1

No i mój ostatni powód do dumy i radości. Niby nic takiego, ale dla mnie duży sukces. Nie dlatego, że wykonałam jakąś fikuśną pozycję z jogi i stanęłam na barkach, ale dlatego, że pokonałam własne lęki i uprzedzenia.
Od upadku w podstawówce, podczas stania na rękach (do którego nota bene zostałam siłą wprowadzona przez nauczycielkę i dosłownie upadłam na głowę ;)) – miałam do tej pozycji osobisty uraz. Na samą myśl o znalezieniu się głową w dół i nogami do góry żołądek podchodził mi do gardła. Bardzo długo nie mogłam się zdobyć na odwagę, jednak tak bardzo ograniczał i męczył mnie ten strach, że któregoś razu, kiedy byłam sama w domu – sapiąc i krzycząc ze złości – stanęłam! Zmęczona własnym lękiem, siłą go sforsowałam. Po tym bohaterskim akcie padłam zmęczona i trochę nie dowierzałam, że uda mi się to powtórzyć. Kolejny raz był o wiele łatwiejszy i przyjemniejszy. Dla odmiany, uczciłam go skakaniem po łóżku i radosnymi piskami zupełnie nie licującymi z moim wiekiem ;) Okazało się, że ciało było gotowe od dawna, a stanie na barkach to dla niego nie problem, jedyną przeszkodą był umysł…

Podsumowując wszystkie te zdarzenia widzę, że za każdym razem chodziło o pokonywanie jakiś granic – czy to wytyczonych przez własny umysł w postaci lęku, uprzedzeń, braku wiary w siebie, czy fizycznych w postaci zwykłego bólu. Raz pomagały mi bliskie, wspierające osoby, innym razem musiałam sama siebie przekonać do działania. Jednak, we wszystkich przypadkach sama podejmowałam ostateczną decyzję, że nie mam zamiaru dłużej dawać się więzić własnym ograniczeniom i robiłam krok do przodu.

Jak widać nie ma jednej recepty, jak przezwyciężyć swoje lęki. Jedno jest pewne, jeśli będziecie dostatecznie długo krążyć wokół tematu, oswajając własne obawy, to któregoś dnia staną się one bezbarwne i nijakie, a na pierwszy plan wysunie się ciekawość i chęć spróbowania czegoś nowego.
Każde z tych doświadczeń dało mi poczucie wolności i wiary we własne siły.

PS: Jak zwykle zgrałyśmy się z Agatą – tutaj możecie przeczytać o jej lękach i sposobach na nie.

5 Komentarzy:



  • Ania 28 Jul 2014

    Udowadniasz, że jeśli się chce to można :) Gratuluję! :)
    A przy okazji podziwiam Cię za ten dystans rowerowy. 130 km to prawie tyle ile dzieli miasto w którym studiuje i to z którego pochodzę i nie wyobrażam sobie przejechać takiej trasy:)

    • Paulina Sowa 29 Jul 2014

      Dziękuję :) Ja też byłam w szoku, że tyle mogę przejechać..i jak jechałam, to sobie tłumaczyłam… “nie takie rzeczy ludzie wytrzymują” ;) Nie ma to jak aktywny wypoczynek ;)

  • Zuza 25 Sep 2014

    Gratulacje :)
    Musimy być dumni i dumne z naszych osiągnięć! Cieszyć się życiem, próbować wciąż czegoś nowego, poszerzać swoje horyzonty. Mi obawy pomaga przełamać świadomość, że nie jestem jedyną osobą, która doświadcza lęków, niepokojów, niepewności. Moje odczucia nie są niczym niezwykłym. A pełnią życia żyją ci, którzy – żyją!
    Pozdrowienia :)

    • Paulina Sowa 29 Sep 2014

      :) Kiedyś wydawało mi się, że tylko ja doświadczam takich codziennych lęków. A tu niespodzianka – jedna osoba boi się rozmów telefonicznych, ktoś inny wystąpień przed większym gronem, a jeszcze inny wizyt w urzędzie. Lubię też wiedzieć, że te wszystkie osoby, podobnie jak ja sobie z tym w końcu radzą ;)

Zostaw komentarz