Czy da się ominąć święta? Pewnie nie wszyscy będą mieli na to ochotę, ale ze swojej strony mogę zapewnić – da się!  Dla osób, u których w rodzinie jest silna tradycja wspólnego spędzania świąt Bożego Narodzenia, byłoby to trudne, czasem prawie niemożliwe, a czasem zupełnie bezcelowe ;) Jeśli ktoś uwielbia święta i nie wyobraża sobie spędzenia ich poza gronem najbliższych, nawet nie zamierzam go przekonywać, że są także inne przyjemne sposoby ;)

Tytuł dzisiejszego wpisu jest dosyć przekorny, bo zanim sama zdobyłam się na pierwsze próby medytacji, przeczytałam wiele książek i artykułów na ten temat. Ten czas, choć nie w pełni zmarnowany (to były zazwyczaj bardzo ciekawe książki!), mogłam z pewnością wykorzystać lepiej – np. zaczynając medytować.
Żeby nie prowokować Was do podobnego błędu dzisiejszy post będzie bardzo krótki!

Niby grudniowa krzątanina w toku, niby świąteczne ozdoby wiszą wszędzie, niby mnóstwo spotkań i spraw do załatwienia, a część z nich na prawdę przyjemna, ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się to uczucie zmęczenia, znużenia, bezsensu. Bo dni co raz krótsze. Bo ciemno. Bo zimno. Bo przecież za chwilę cały ten świąteczny nastrój się skończy. Tuż po odpaleniu ostatnich Sylwestrowych fajerwerków nadejdzie długi, szary i zadłużony styczeń (tak, tak świąteczne prezenty plus pensja wypłacona w grudniu o te kilka dni wcześniej – musi teraz wystarczyć na święta i cały styczeń).
I jeśli podobnie jak mnie, nachodzą was czasem jesienno–zimową porą takie myśli, to możecie wypróbować jeden z moich sposobów na zimowego „dola” i przedświąteczne przemęczenie.

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z pilatesem, miałam szczęście trafić na nauczycielki, które podczas zajęć odwoływały się do mięśni dna miednicy i starały się nauczyć nas aktywacji tego tajemniczego obszaru. Poźniej, eksplorując kolejne kluby fitness odkryłam, że instrukcje dotyczące napinania tych mięśni wcale nie są takie częste i zazwyczaj zastępuje je bardziej ogólna komenda „napnij brzuch”. Dla 99% uczestników „napnij brzuch” oznacza wciągnięcie brzucha, a nie o to tu wcale chodzi.

Instruktorzy pilates, podobnie jak każdy inny zawód, mają swój własny żargon. Jeśli, chodzicie już jakiś czas na zajęcia, to zapewne udało Wam się go rozszyfrować, ale jeśli dopiero zaczynacie niektóre zwroty mogą wydawać się odrobinę tajemnicze. Guzy kulszowe? Kolce biodrowe? Chcecie się dowiedzieć gdzie się znajdują? A może już nie raz słyszeliście te zwroty i wolicie upewnić się, czy dobrze lokalizujecie je w Waszym ciele? W obu przypadkach zapraszam do lektury dzisiejszego posta.