Kiedy zaczynałam swoją przygodę z pilatesem, miałam szczęście trafić na nauczycielki, które podczas zajęć odwoływały się do mięśni dna miednicy i starały się nauczyć nas aktywacji tego tajemniczego obszaru. Poźniej, eksplorując kolejne kluby fitness odkryłam, że instrukcje dotyczące napinania tych mięśni wcale nie są takie częste i zazwyczaj zastępuje je bardziej ogólna komenda „napnij brzuch”. Dla 99% uczestników „napnij brzuch” oznacza wciągnięcie brzucha, a nie o to tu wcale chodzi.

Czy zdarzyło Wam się obserwować własne myśli? Nie podczas wykonywania konkretnego zadania, ale np. w trakcie podróży autobusem, kąpieli, czy sprzątania mieszkania? Co robią “puszczone samopas”? Nie wiem jak Wasze, ale moje lubią „odpływać” i podążać w różnych, niekoniecznie pożądanych przeze mnie kierunkach…
Czy da się je opanować? Jak to zrobić? I czy każdemu możne się to udać? A może aby to zrobić trzeba posiadać jakieś nadludzkie moce? Chcecie poznać mój prosty i sprawdzony sposób? Zapraszam do przeczytania dzisiejszego posta.

Bohaterami dzisiejszego posta miały być mięśnie dna miednicy. Już od rana, stojąc na przystanku i czekając na autobus, który zawiezie mnie do pracy, ćwiczyłam napinanie mięśni dna miednicy aby sprawdzić, które wizualizacje najskuteczniej w tym pomagają. Jednak dalsze wydarzenia potoczyły się kompletnie niezgodnie z planem, a dzisiejszy dzień, w ciągu zaledwie kilku godzin, został nominowany do nagrody w Konkursie na Najgorszy Dzień Roku ;)
Dlatego, kiedy zaczął zbliżać się ku końcowi odetchnęłam z ulgą, ale już zupełnie nie miałam nastroju, aby pisać o mięśniach dna miednicy. Ponieważ jednak kończę go w całkiem dobrym nastroju, postanowiłam pokazać Wam, jak można pomóc sobie w takich momentach w życiu, kiedy wszystko wydaje się iść źle.

Dziś, kontynuując temat treningu w domu, pokażę Wam jak wygląda moje miejsce do ćwiczeń. I na co, jeśli mamy taką możliwość, zwrócić uwagę przy wyborze miejsca.
Chciałabym także podzielić się z Wami kilkoma wskazówkami jak zaplanować domowy trening, aby był przyjemny i byście mieli ochotę jak najczęściej do niego wracać.

31 10 2013

Słodki nałóg II

Brak tagów 8 Komentarzy

Pomyślałam, że wczorajsze wyjście na kawę z A. będzie dobrym pretekstem, żeby znowu napisać Wam o temacie, który ostatnio mocno zaprzątał moje myśli. Nie będzie to na pewno ostatni raz, kiedy piszę o słodyczach, ponieważ uzależnionym jest się cale życie ;)
Długo zastanawiałam się czemu jest tak, że jeśli danego dnia zdarzy mi się zjeść choćby ciasteczko, czy kawałek czekolady, to przestaję się kontrolować i od razu pożeram całą czekoladę/opakowanie ciastek. Chciałam rozebrać na czynniki pierwsze mechanizm takiego zachowania. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak wygląda on u mnie i porównać z własnymi zachowaniami, zapraszam do przeczytania dzisiejszego posta.