Mamy kolejny słoneczny i ciepły jesienny weekend, dlatego chciałam podzielić się z Wami pomysłem na spędzenie go na świeżym powietrzu (dla mieszkańców Warszawy i okolic). W zeszłym tygodniu, w ramach odświeżania wspomnień z dzieciństwa zapragnęłam odwiedzić Pomiechówek nad rzeką Wkrą. Wiele lat temu, jako dziecko jeździłam tam w letnie weekendy z rodzicami i ochoczo zażywałam kąpieli w powolnym nurcie Wkry. W zeszłym tygodniu ograniczyliśmy się tylko do spaceru w okolicach Pomiechówka na szlaku prowadzącym przez teren rezerwatu Dolina Wkry, ale tereny te są na tyle urokliwe, że widoki wynagrodziły nam brak możliwości kąpieli ;)

Czerwiec przyniósł więcej atrakcji niż się spodziewałam, a weekendowy wyjazd do Austrii był jedną z nich.
Pojechaliśmy we czwórkę. Troje paralotniarzy i ja – “nielot”, więc cel podróży był jeden – latać jak najwięcej, jak najdalej i jak najwyżej. Ja miałam zamiar cieszyć się widokami, zobaczyć nowe miejsce, zrelaksować się nad jeziorem przy kempingu i być może coś więcej…

Jeśli na prawdę bardzo nie lubicie tłumów, to w ogóle nie warto odwiedzać dużych miast, a zwłaszcza tak zatłoczonych jak Praga.
Ja odwiedziłam Pragę w tygodniu po świętach i najwyraźniej nie był to najbardziej oblegany termin. Turystów było niewielu, a Polaków, którzy stanowią bardzo liczną grupę odwiedzających Pragę – jak na lekarstwo (pewnie większość szykowała się na majówkę).
Podczas mojej wizyty, najbardziej przypadły mi do gustu trzy miejsca, które mają dwie wspólne cechy – było tam najmniej turystów i najwięcej zieleni. O tym, jakie to miejsca możecie przeczytać w dzisiejszym wpisie.

Uwielbiam wyszukiwać, kolekcjonować i w końcu realizować pomysły na weekend. Jedne są mniejsze i nie wymagają wielkiej organizacji, inne są bardziej skomplikowane, czasochłonne czy kosztowne. Lubię zarówno etap planowania, jak i wcielania planu w życie. Poszukuję zabytków, zamków, miasteczek, lasów, parków, jezior, knajpek, tras rowerowych, czyli po prostu miejsc w których można po tygodniu pracy oderwać się od codzienności, zrelaksować i ciekawie spędzić czas.  Można zatem powiedzieć, że jestem u nas w domu kimś w rodzaju KO-wca.