Dla osób zainteresowanych moimi zajęciami pilates w Domu Kultury na Działdowskiej mam, niestety złą wiadomość – tych zajęć już nie będzie. Za to dobra wiadomość jest taka, że prowadzę zajęcia pilates w nowo otwartym studio MOC Oddechu na Starej Ochocie i tutaj wybór zajęć i godzin jest dużo większy.

Mamy kolejny słoneczny i ciepły jesienny weekend, dlatego chciałam podzielić się z Wami pomysłem na spędzenie go na świeżym powietrzu (dla mieszkańców Warszawy i okolic). W zeszłym tygodniu, w ramach odświeżania wspomnień z dzieciństwa zapragnęłam odwiedzić Pomiechówek nad rzeką Wkrą. Wiele lat temu, jako dziecko jeździłam tam w letnie weekendy z rodzicami i ochoczo zażywałam kąpieli w powolnym nurcie Wkry. W zeszłym tygodniu ograniczyliśmy się tylko do spaceru w okolicach Pomiechówka na szlaku prowadzącym przez teren rezerwatu Dolina Wkry, ale tereny te są na tyle urokliwe, że widoki wynagrodziły nam brak możliwości kąpieli ;)

Czerwiec przyniósł więcej atrakcji niż się spodziewałam, a weekendowy wyjazd do Austrii był jedną z nich.
Pojechaliśmy we czwórkę. Troje paralotniarzy i ja – “nielot”, więc cel podróży był jeden – latać jak najwięcej, jak najdalej i jak najwyżej. Ja miałam zamiar cieszyć się widokami, zobaczyć nowe miejsce, zrelaksować się nad jeziorem przy kempingu i być może coś więcej…

W zeszłym roku, kiedy zastanawiałam się jak nazwać ten blog, przyszła mi do głowy nazwa Dobry Ruch. Pierwszym, co wtedy zrobiłam było sprawdzenie, czy już ktoś takiej nazwy nie używa. Wrzuciłam, więc w wyszukiwarkę hasło „dobry ruch pilates”, a wyniki wyszukiwania były dla mnie podwójnie szczęśliwe.
Po pierwsze okazało się, że jeszcze nikt nie wpadł na podobną nazwę – zatem mogłam tak nazwać swój blog. Drugim ważnym efektem wyszukiwania była szkoła Dobry Pilates, szczęśliwie mieszcząca się w Warszawie.
Tamtego dnia otworzyły się przede mną dwie interesujące perspektywy – prowadzenie bloga oraz poznanie metody Body Control Pilates, która zmieniła moje postrzeganie ćwiczeń pilates.

Jeśli na prawdę bardzo nie lubicie tłumów, to w ogóle nie warto odwiedzać dużych miast, a zwłaszcza tak zatłoczonych jak Praga.
Ja odwiedziłam Pragę w tygodniu po świętach i najwyraźniej nie był to najbardziej oblegany termin. Turystów było niewielu, a Polaków, którzy stanowią bardzo liczną grupę odwiedzających Pragę – jak na lekarstwo (pewnie większość szykowała się na majówkę).
Podczas mojej wizyty, najbardziej przypadły mi do gustu trzy miejsca, które mają dwie wspólne cechy – było tam najmniej turystów i najwięcej zieleni. O tym, jakie to miejsca możecie przeczytać w dzisiejszym wpisie.