W zeszłym roku, kiedy zastanawiałam się jak nazwać ten blog, przyszła mi do głowy nazwa Dobry Ruch. Pierwszym, co wtedy zrobiłam było sprawdzenie, czy już ktoś takiej nazwy nie używa. Wrzuciłam, więc w wyszukiwarkę hasło „dobry ruch pilates”, a wyniki wyszukiwania były dla mnie podwójnie szczęśliwe.
Po pierwsze okazało się, że jeszcze nikt nie wpadł na podobną nazwę – zatem mogłam tak nazwać swój blog. Drugim ważnym efektem wyszukiwania była szkoła Dobry Pilates, szczęśliwie mieszcząca się w Warszawie.
Tamtego dnia otworzyły się przede mną dwie interesujące perspektywy – prowadzenie bloga oraz poznanie metody Body Control Pilates, która zmieniła moje postrzeganie ćwiczeń pilates.

Odkąd ćwiczę pilates, zwiedziłam wiele klubów fitness w Warszawie. Miałam okazję ćwiczyć z kilkunastoma instruktorami pilates/jogi i zauważyłam pewne rozbieżności dotyczące tego, jak różni nauczyciele układają uczniów w pozycji leżenia na plecach. A, że jest to pozycja wyjściowa dla wielu klasycznych ćwiczeń pilates (a także jogi), więc pytanie który sposób jest tym właściwym, wydaje mi się ważne.
Od czasu moich rozmyślań na ten temat minęło sporo czasu, po drodze zrobiłam kurs instruktorski, dużo czytałam, brałam udział w warsztatach, popytałam znajomych instruktorów, których cenię i dziś mogę podzielić się z wami wnioskami.

Dzisiaj chcę podzielić się z wami moim sobotnim rytuałem jogowym. Nie są to zwykłe zajęcia, gdzie nauczyciel kontroluje czas i po godzinie lub półtorej biegnie się do szatni przebierać razem z tłumem ludzi, którzy już szykują się na następne zajęcia.
Żeby wziąć udział w sobotnich zajęciach, o których piszę trzeba zarezerwować sobie od 1,5 do 2,5 h z sobotniego popołudnia. Ponieważ tutaj nikt nie patrzy na zegar, nie pogania, a same zajęcia są swego rodzaju cotygodniowym warsztatem pracy nad sobą.

Termin, aby podsumować moje noworoczne wyzwanie jogowe minął już jakiś czas temu…a dokładniej z końcem stycznia. W połowie stycznia za cel postawiłam sobie ćwiczyć jogę codziennie do końca miesiąca. Pewnie spodziewacie się, że skoro nie było podsumowania na koniec miesiąca, to nie udało mi się dokończyć wyzwania. Nic z tych rzeczy! Pomimo grypy, która dopadła mnie po dwóch tygodniach codziennych sesji na macie, udało mi się nie tylko dokończyć wyzwanie, ale nawet je przedłużyć.
Dlaczego przedłużyłam wyzwanie? I jakie są skutki takich codziennych treningów? O tym w dzisiejszym wpisie.

20 01 2014

Wyzwanie: joga

Brak tagów 9 Komentarzy

Tydzień temu uległam modzie i podobnie jak większość otaczających mnie osób, zrobiłam postanowienie noworoczne: codziennie do końca stycznia ćwiczyć jogę.
Skoro, wcześniej ćwiczyłam ok. 4-5 razy w tygodniu (joga lub pilates), nie spodziewałam się, że będzie to dla mnie większym wyzwaniem. Teraz, kiedy minęło 8 dni codziennych treningów i dopadł mnie lekki kryzys, czas na pierwsze podsumowanie.